poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 21

Cześć, witam wszystkich i tak bardzo przepraszam :((
Tyyyyyle mnie nie było, prawie miesiąc. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie z wyjątkiem szkoły i olimpiady :( obiecuje, że więcej taka długa przerwa nie będzie miała miejsca, albo przyjemniej postaram się aby nie miała. Mam nadzieję, że nie zniechęciliście się przez to. Jest mi strasznie głupio :((
Rozdział też nie jakiś wyjątkowy, bo z weną i czasem słabo ;< 
Mam jednak nadzieję, że chociaż trochę Wam się spodoba i że będziecie KOMENTOWAĆ, bo to naprawdę daje motywacje! :)
I przepraszam, że taki krótki dzisiaj ten rozdział ;/
Rozdział betowała dla Was Kropka ;))
A teraz zapraszam do czytania!
Odiumortis.


********************


Rozdział 21


 Blaise tego dnia wstał lewą nogą. Od rana towarzyszyła mu kwaśna mina i podły nastrój. Można to było zwalić na głośny deszcz, który go obudził. Jednak jego problem był o wiele większy. Dziś miał się spotkać z synem przyszłego męża matki, Justinem. Jednym słowem - tragedia. Blaise jak wspomniał wczoraj wieczorem, był jedynakiem. Wcale nie chciał mieć rodzeństwa. Oczywiście nie miał zamiaru traktować Justina jak brata. Co to, to nie. Jeżeli okaże się fajny, to maksymalnie jak kolegę.
 Deszcz przestał padać. Promienie słońca wpadły do pokoju pewnej Szatynki, która otworzyła swe piękne, czekoladowe oczęta. Rozprostowała ręce i ziewnęła. Z dołu doszedł ją dźwięk rozbijanego szkła, a zaraz po tym głośne przekleństwo. Na swoją piżamkę ubrała ciepły szlafrok i zeszła do kuchni.
 -Blaise, co ty robisz? - Hermiona z lekkim rozbawieniem patrzyła na wściekłego chłopaka rzucającego zaklęcie. 
-Sprzątam, nie widać? - odburknął nieuprzejmie. Zapadła chwilowa cisza, podczas której chłopak ponownie nalał kawy do kubka. 
- Przepraszam, źle spałem. - mruknął. 
-W porządku. Męczyły cię jakieś koszmary? 
-Koszmar to ja dopiero dzisiaj przeżyje...
 -Ach tak. Masz spotkanie z... Właściwie jak on się nazywa? 
-Justin. Mam spotkanie z Justinem. - wycedził przez zaciśnięte zęby. 
-Spokojnie. Na pewno nie będzie tak źle. 
-Jeżeli będzie miał taką mordę jak jego ojciec to nie wiem czy się powstrzymam przed rozkwaszeniem jej. 
-Zabini! Nie możesz się tak zachowywać. Justin na pewno okaże się miłym chłopakiem. Ty po prostu dramatyzujesz. A mordę to może mieć pies a nie człowiek! 
-Hermiona, jak ty niczego nie rozumiesz... 
-To może mi wytłumacz? - czego jak czego, ale najbardziej panna Granger nie lubiła gdy ktoś mówił, że czegoś nie rozumie. Nie zależnie czy to była jakaś regułka czy sprawy życiowe. 
-Nie mam już czasu. Umówiłem się z nim na jedenastą, a wcześniej muszę jeszcze gdzieś iść. 
-Gdzie musisz iść? 
-Prezenty Granger, jutro gwiazdka. - wyszczerzył się do niej i już go nie było.

 *** 

Przystojny brunet z dużymi czekoladowymi oczami siedział w kawiarni już od kilku minut i zwracał uwagę prawie wszystkich dziewcząt. Za każdym razem kiedy jakaś niewiasta otwierała drzwi, posyłała mu olśniewający uśmiech, a on odpowiadał jej tym samym. Był do tego przyzwyczajony. Zdawał sobie sprawę, że podoba się kobietom... Zwłaszcza na swoim ukochanym motocyklu. Bo to właśnie ten motocykl kochał bardziej od zalotnych spojrzeń dziewcząt, ich uśmiechów, flirtowania z nimi, słodkich randek, namiętnych pocałunków. Przypomniał sobie historię jeszcze z wakacji, gdy wybierał pomiędzy dziewczyną i nocnymi, nielegalnymi wyścigami. Oczywiście wybrał wyścigi - nie był grzecznym chłopcem. W szkole magii we Włoszech, czyli w szkole gdzie się uczył, od szesnastki można było mieć zwyczajny, mugolski motor. Od tego momentu życie stało się piękniejsze. To była chyba jedyna szkoła z takim przywilejem. No, ale Włosi - i mugole, i czarodzieje - byli uzależnieni od motocyklów. Chyba każda dziewczyna miała swoją vespę, a każdy chłopak ścigacza, przynajmniej w jego towarzystwie. Zdarzali się też tacy, co woleli harleye ale to nie jego bajka. Upił łyk cappuccino i z bólem w sercu stwierdził, że nie można go nawet porównać do tego włoskiego, które pijał codziennie. Spojrzał na swój zegarek - za dwie minuty jedenasta. 
I wtedy drzwi otworzyły się, a mały dzwoneczek wydał z siebie piskliwy dźwięk. Justin spojrzał w tamtą stronę. W jego kierunku szedł Blaise Zabini, a na twarzy miał wymalowany lekko ironiczny uśmiech... 
-Cześć. - powiedział Blaise i wyciągnął do niego rękę. 
–Ciao, Zabini. - uśmiechnął się dość szczerze Justin czym rozluźnił atmosferę. - Napijesz się czegoś? 
Po godzinnej rozmowie chłopcy znali już się dość dobrze, a nawet bardzo dobrze. Wiedzieli przynajmniej podstawowe informacje, choć nadal nie pałali do siebie zbytnią sympatią. 
-Justin, jak to jest. Jesteś Włochem, a umiesz mówić bardzo dobrze po angielsku i masz takie tutejsze imię... 
-Tłumaczyłem ci. Mój tata jest z Wielkiej Brytanii, to mam takie imię i dobrze mówię po angielsku, chociaż jak słyszę te wasze imiona to mam problem z wymówieniem, no i jakieś cięższe nazwy. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest. A mama to Włoszka, więc wyglądam jak Włoch i nim jestem. 
-A gdzie mieszkasz? 
-Do końca szkoły mieszkałem we Włoszech ale potem ojciec dostał bólu dupy, że szkołę skończyłem dwa lata temu a nadal nie pracuje. Powiedział, że coś mi tu załatwi, więc po świętach zaczynam pracę. 
-Ehem... - odrzekł inteligentnie Blaise. 
Nagle do kawiarni weszły trzy roześmiane dziewczyny. Justin już miał coś powiedzieć, lecz Blaise go uprzedził. 
-Heeej! Co wy tu robicie? 
-Przyszłyśmy na coś ciepłego bo zimno nam się zrobiło na zakupach. - odrzekła uśmiechnięta Pansy. 
-To jest Justin. - Blaise wskazał na chłopaka obok. 
-Pansy. 
-Hermiona. 
-Ginny. 
Przedstawiły się, a chłopak szarmancko ucałował dłoń każdej z nich. 
-Może usiądziecie razem z nami? - zaproponował Włoch. 
-Chętnie. 
-Co wam zamówić? - zapytał Zabini. 
-Gorącą czekoladę. - odpowiedziała Hermiona. 

*** 

-No to my widzimy się jutro Blaise. - rzekł Justin gdy wychodzili już z kawiarni. 
-Jak to jutro? 
-No na kolacji u rodziców... Jutro przecież Wigilia.* 
-Czekaj, czekaj. Ja nie mam zamiaru spędzać Wigilii z wami. Jutro cały dzień będę przebywał z moimi przyjaciółmi. 
-Jus, jeśli tylko chcesz też przyjedź do nas na Wigilię. Wasi rodzice niech spędzą razem ten czas. - zaproponowała Pansy a pozostałe dziewczyny jej zawtórowały. 
-Nie zga... - zaczął Blaise lecz brutalnie mu przerwano. 
-W sumie to nie najgorszy pomysł. - roześmiał się Justin. 
Trzy piękne panie na cały wieczór, a może nawet noc to kusząca propozycja. Były inteligentne i miały w sobie "to coś". Przy okazji zrobi na złość Blaise'owi... Nie to, że go nie lubił. Po prostu sprawiało mu frajdę patrzenie na to, jak nim rządzą dziewczyny. Sumując, dlaczego miałby się nie zgodzić? 
-W takim razie przyjedziesz jutro rano czy jeszcze dzisiaj wieczorem? Poznałbyś przy okazji resztę. - uśmiechnęła się nieśmiało Hermiona. 
"Coś czuje, że Draco go nie polubi" pomyślał Zabini i od razu się rozchmurzył. 
-Przyjadę po ciebie jeszcze dzisiaj. Przy okazji spotkam się z mamą. - szybko rzekł Zabini. 
W swojej głowie już szykował plany na to, aby przystojny Justin sam opuścił jak najszybciej dom Pansy... Biedak nie wiedział, że nic z tego nie wyjdzie. 

***

-A widziałyście jego oczy? Czarne jak noc, błyszczące jak słońce, piękne jak gwiazdy... –Pansy, przesadzasz. - mruknął Blaise. 
-Oczy to nic, on był taki inteligentny. Na pewno przeczytał mnóstwo książek! 
-Hermiona wyobraziła sobie ogromną bibliotekę, w której czyta książki wraz z Justin'em. -Ja też przeczytałem dużo książek. - wtrącił się nieśmiało Draco. 
Dziewczyny od powrotu do domu rozmawiały tylko o przyszłym "bracie" Blaise'a co bardzo denerwowało chłopaków. 
-Chyba o quidditch’u! - zironizowała Pansy. 
-A on chyba tylko o motocyklach! - odpyskował Harry, który mimo, że nigdy nie widział Justina już chyba wszystko o nim wiedział. 
-Widziałyście ten motocykl przed kawiarnią? To na pewno jego! - ucieszyła się Ginny i już marzyła o przejażdżce... O rozwianych włosach... Nagle jej przemyślenia coś przerwało. Była to nieduża, brązowa sowa. Ron, rozpoznając ją od razu otworzył okno i zaczął czytać list, który miała uczepiony do nóżki. 

Cześć, Ron! 
Jak mijają Ci pierwsze dni ferii? Ja i Fleur chcielibyśmy dziś wieczorem gdzieś wyskoczyć. Nie byliśmy nigdzie razem od... Chyba od jakiegoś roku! Mamy niestety malutki problem. Jest u nas córka siostry ciotecznej Fleur. Czy byłbyś tak miły i mógłbyś się nią dzisiaj zająć? Proszę odpowiedz jak najszybciej. 
Twój ulubiony brat, Bill. 

-Powiedz, że się zaopiekujesz dzieckiem. - powiedziała Hermiona, która siedziała obok Rona i przeczytała już list. 
-Nie ma mowy! 
-Ron! Bill i Fleur chcą spędzić we dwoje trochę czasu! To jest jedyna okazja, bo normalnie obydwoje pracują! - pouczyła tonem znawcy szatynka. 
-Nie i koniec. Mogli nie brać tego dziecka do siebie. 
-Hermiona ma rację. Powinieneś pomóc bratu. - stwierdził Draco a wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę. Malfoy chce komuś pomóc? Świat oszalał. 
-Nie. 
-Ron, a tobie nadal chodzi o pogrzeb? - westchnął Harry z zrezygnowaniem. 
- Fleur była w ciężkim stanie w szpitalu. Bill nie mógł jej tak zostawić, to jego żona! 
-A Lupin i Tonks byli jak prawdziwa rodzina! Fleur to oczywiste, była wtedy chyba nieprzytomna, ale Bill? 
-Ron, myślałam, że już ci przeszło. To tak, jakbyśmy byli małżeństwem i ty byś był w stanie krytycznym a ja bym cię opuściła! - oburzyła się Miona. 
Draco poruszył się na fotelu i zacisnął pięści. Tyle o nią zabiega, stara się jak może a ona mówi o swoim małżeństwie i Weasley’a. Jest w ogóle sens w tym co robi? 
-Zrozumiałbym! W końcu poszłabyś na pogrzeb! 
Granger pokręciła głową z dezaprobatą. 
-Jeżeli ty nie zajmiesz się tym dzieckiem, to ja to zrobię! Każda para powinna mieć trochę czasu wyłącznie dla siebie. 
-A proszę bardzo, opiekuj się nim ile chcesz. Ale jak dla mnie, jesteś dla wszystkich zbyt dobroduszna. I może moja wrażliwość mieści się w łyżeczce od herbaty, ale takich rzeczy się nie przebacza. 
Harry próbował nie wybuchnąć śmiechem, wspominając moment gdy jego przyjaciółka wygarnęła Ron'owi. 
-Jesteś taki pamiętliwy! A żebyś wiedział, że zajmę się tą małą i słodką dziewczynką! A Draco mi pomoże! 
-C-co? Ale Granger, dlaczego ja? 
-Przecież to ty powiedziałeś, że Ron powinien pomoc bratu. 
-No właśnie Ron, a nie my. 
-Czyli mi nie pomożesz? - wbiła w niego swoje czekoladowa, zawiedzione oczy. 
-Dobrze, możemy się razem nią zająć, jeśli chcesz.


*Wiem, że zapewne tam nie obchodzą Wigilii, przecież oni nawet nie są chrześcijaninami jak podejżewam. No, ale Malfoyowie, czy Zabini, albo Parkinsonowie to takie arystokracztyczne rody więc chyba można zrobić wyjątek, a Hermiona pochodzi z mugolskiej rodziny i nie wiemy jaka tam była wiara. Także tutaj będzie tradycyjna wigilia ;)

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 20

Cześć i czołem. Witam Was wszytskich i przedstawiam rozdział 20. Jest on wyjątkowy, ponieważ dotarliśmy do mniej więcej połowy opowiadania :) Z tej okazji postanowiłam się rozpisać mimo iż zawsze to robię ;D
Mam dziś po części zły dzień, gdyż dzisiaj w Krakowie koncert Dawida Kawiatkowskiego, czyli do tej pory najbliżej mojego miejsca zamieszkania. Chciałam jechać z Anitką, niestety nie było jak :(
Pozdrawiam Wszytskich, którzy mieli dzisiaj okazję być na koncercie Kwiata ;))
Przy okazji przepraszam, że nie było tak długo tej dwudziestki...
Idę na konkurs, a do tego nowy rok szkolny i takie tam ;pp
Ten rozdział chciałabym zadedykować Ew dzięki której poznałam formę literacką, którą jest Drabble i nawet sama napisałam jedno :)
W drugiej kolejności chciałam zwrócić uwagę na autorki, które niedawno zaczęły pisać/publikować swoje wspaniałe historie!
Zaczarowało mnie w szczególności kilka blogów, mianowicie:
"Wciąż Cię kocham"
"Nice Suprise"
Dramione Lily Potter - wybacz, nie wiedziałam jaka jest nazwa.
Tak więc popisałam sobie troszkę ;D
No i oczywiście najważniejsze - rozdział betowała wspaniała Kropka, która zawsze bardzo szybko wywiązuje się z swojego obowiązku - takiej Bety ze świecą szukać :)
Miłego czytania!
Odiumortis.

*******

Rozdział 20 


Draco, siedząc w pociągu miał wrażenie, że pęknie mu głowa. Zawsze rano, po imprezie podkradali z schowka Snape'a eliksiry na kaca. Nie tym razem. Jakimś cudem ich tam nie było. Były dwa wyjaśnienia: albo Severus bardzo się nachlał i sam wypił wszystkie eliksiry, bądź chciał zrobić na złość uczniom i je po prostu wziął jeszcze podczas balu. Ale kto wie, jaka jest prawda? Przecież nikt się Nietoperza nie zapyta. Równałoby się to z szlabanem do końca roku i jeszcze dłużej... 
Hermionie za to nic nie dolegało. Wręcz przeciwnie... Głowę ułożyła na kolanach Ginny, zaraz po wejściu do pociągu i teraz smacznie spała. Sen miała piękny. Byli tam jej rodzice i ona. Siedzieli w jej rodzinnym domu i jedli kolację. Teraz dostrzegła też Ginny, która uśmiechała się delikatnie w jej stronę. Był też Blaise i rozbawiał swoimi żartami mamę Hermiony. Ron i Harry tłumaczyli jej tacie zasady Qudditch’a. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swojej. Odwróciła głowę ale nie mogła nic dostrzec, chociaż ta osoba siedziała obok. W jednej chwili wszystko zaczęło się zamazywać i po chwili usłyszała głos Ginny, tej prawdziwej. 
-Miona, ogarnij włosy chociaż, bo już wysiadamy. - rzekła spokojnie Ruda. 
Hermiona stwierdziła, że od niedawna jest jakaś inna. Nie uśmiecha się, przynajmniej tak szczerze. Jest nadwyraz spokojna i dużo więcej czasu niż kiedykolwiek poświęca na spacery, oglądanie gwiazd ciemną nocą, leżenie i rozmyślanie. Inni też to zauważyli. Pansy - najbardziej bezpośrednia i nadwyraz szczera osoba stwierdziła "Gin zachowuje się jakby miała kija wbitego w swoje cztery litery." To akurat było prawdą. Zachowywała się jakby nie chciała popełnić żadnej gafy. Mówiła sztywno i długo rozmyślała nad doborem słów. Ron natomiast oznajmił, że takim zachowaniem przypomina mu Percy'ego. 
-Okej. A czy twoi rodzice jeszcze są w domu czy już wyjechali? 
-Są. - odrzekła spokojnie. 
Nagle do ich przedziału wbiegli zdyszani chłopcy. 
-Pierwszy! - krzyknął Harry. 
-Chyba kpisz. Ja pierwszy przeszedłem przez drzwi! - zawołał Blaise. 
-Że co? Ja pierwszy się ich dotknąłem! - oburzył się Ron. 
-Nie, nie, nie. To ja pierwszy się dotknąłem drzwi! - dołączył Draco. 
-Było o wejście do przedziału, a nie kto pierwszy przy drzwiach! 
-Ja wyraźnie słyszałem, że wygrywa ten kto pierwszy przy drzwiach, Zabini. 
-Nie! trzeba było wejść! - zaczął kłócić się Harry. 
-Cisza! - warknęła Hermiona. Wszyscy na nią spojrzeli. - Nie jesteście dziećmi! A co jakbyście potrącili kogoś podczas biegu?! Tym pociągiem jadą też pierwszoroczni! Zachowujecie się jak idioci! 
-Oj Mionka, nie denerwuj się tak. - zaczął cicho Ron. 
-Złość piękności szkodzi. - zawtórował mu Blaise. 
-Miona, przecież nic się nie stało. 
-Idioci. - mruknęła w odpowiedzi. 
-Dobra, dobra. Koniec tego. Idziemy, bo Pansy już czeka razem z swoim ojcem. - rzekł Draco.
-Eee... A co ja mam powiedzieć? Jak się zachować? - zapytał lekko zdenerwowany Harry. To jego pierwsze spotkanie z biologicznym tatą, odkąd dowiedzieli się, że są spokrewnieni. 
-Zachowuj się naturalnie. Stell to fajny facet. - oznajmił Czarnoskóry, gdy wyszli już z pociągu. -Blaise, cieszę się, że masz o mnie takie dobre zdanie. Czym zasłużyłem? -usłyszeli rozbawiony, męski głos tuż za plecami. 
–Dzień dobry panie Parkinson. - powiedział pospiesznie Draco, po czym lekko zawstydzony Blaise, również się przywitał. 
-Tato, przedstawię ci wszystkich moich przyjaciół. To są Hermiona, Ginny i Ron. Harry'ego to pewnie znasz. - Pansy uśmiechała się szeroko. Miała bardzo dobre kontakty z tatą i w ogóle z całą rodziną. Z wyjątkiem jej rodzicielki, która gdzieś uciekła przed wojną. Zostawiła tylko kartkę z czterema słowami. "Przepraszam. Kocham Was. Pattie." Tyle. Kilka marnych słów. Ale Pansy uważała, że jej matka zrobiła tak z jakiegoś powodu. Gdy Stell Parkinson przywitał się już ze wszystkimi, podszedł do Harry'ego. 
-Mam nadzieję, że przyjdziesz wraz z Pansy dzisiaj na kolacje. Chciałbym porozmawiać. 
-Tak, dziękuje za zaproszenie. 
-Harry, czy możemy darować sobie ten oficjalny ton? Mimo wszystko jesteś moim synem. - mężczyzna uśmiechnął się szczerze, na co Harry trochę się rozluźnił. 

*** 

-No to jesteśmy. - Pansy rzuciła się na kanapę w salonie. Hermiona zaczęła ilustrować wzrokiem całe pomieszczenie. Przytulne, bogate, ciepłe. To trzy określenia, które pierwsze wpadły jej do głowy. 
-Chodź. Oprowadzę cię. - powiedział Draco i złapał ją za rękę, przez co przeszła ją fala ciepła. Weszli na górę i Draco zaczął otwierać każde z drzwi. -To jest sypialnia Pansy. Zawsze w niej śpi, więc tym razem pewnie też tak będzie. Ma tu w szafie część swoich ubrań. Z resztą ona wszędzie ma ubrania. W domu Astorii... Nawet w domu Diabła... Nawet u mnie w domu... Boże, ile ona musi mieć ubrań. 
Hermiona roześmiała się cicho na to stwierdzenie. Panna Parkinson miała faktycznie mnóstwo ubrań, kosmetyków i biżuterii. Weszli do kolejnego pomieszczenia. 
-To jest sypialnia w której zawsze nocuje Diabeł gdy tu jesteśmy. Tylko nie otwieraj nigdy żadnej z szafek. Blaise może tu trzymać różne akcesoria z sklepu Freda i Georga. Wiesz, jakieś wybuchowe rzeczy czy coś. - ostrzegł Draco, choć bardziej bał się, żeby nie natrafiła na jakieś pisemka dla mężczyzn... 
-Okej, zapamiętam. - dziewczyna uśmiechnęła się szczerze i otworzyła kolejne drzwi. 
-A to jest sypialnia zarezerwowana dla Rudej. Diabeł chciał mieć ją koło siebie. - Draco zamknął drzwi i otworzył kolejne. -Tutaj jest mój skromny pokoik. - rzekł blondyn. Pokój w rzeczywistości był bardzo duży i podobny do pokoju Blaise'a. Hermiona była zdziwiona, że w domu Pansy każdy z jej przyjaciół ma swój osobny kąt. Postanowiła o to zapytać. 
-Ten dom Pansy dostała chyba na siedemnaste albo szesnaste urodziny i my w czwórkę go razem urządzaliśmy, no to zrobiliśmy sobie pokoje. - uśmiechnął się delikatnie. 
-W czwórkę? 
-Ja, Blaise, Pansy i Astoria. Wbrew pozorom Greengrass nie jest taka zła. Oczywiście pod warunkiem, że w pobliżu nie ma jej siostry.
-Ehemm... Chyba nie przepadasz za Dafne, co? 
-Nie. Ona za mną też. 
-Dlaczego? - zapytała zaciekawiona Hermiona. 
-Wiesz, że będąc pijanym mówi się trochę za dużo? A więc ja byłem pijany, a brzydka Dafne miała bzika na punkcie swej urody... 

WSPOMNIENIE 

-Gdzie jest Astoria? - zapytał Draco, wchodząc niepewnym krokiem do dormitorium dziewcząt. 
-Tu jej nie ma. Ale jestem ja... - Dafne uśmiechnęła się zalotnie do blondyna. 
-N-no to gdzie jest? - Po Ślizgonie było widać, że spożył dużą ilość alkoholu. 
-Draco! Ty jesteś pijany! - oburzyła się panna Greengrass. Nienawidziła pijanych mężczyzn. 
-A ty jesteś brzydka. - oznajmił spokojnie. Dziewczyna popatrzyła na niego z pogardą. 
-Jesteś pijany, nie będę z tobą rozmawiać. 
-A ty jesteś brzydka i głupia. Tylko wiesz co? Jak ja jutro rano się obudzę, to będę już trzeźwy a ty nadal będziesz miała krzywą mordę . - uśmiechnął się do niej bezczelnie i wyszedł. 

KONIEC WSPOMNIENIA 

-No i od tego momentu nie lubi mnie. - chłopak oblizał usta i wzruszył ramionami. 
-Mimo, że powiedziałeś jej prawdę to zrobiłeś to w bardzo niekulturalny sposób. - pouczyła go. -Ktoś musiał ją uświadomić i padło na mnie. A to, że wtedy byłem pijany to już nie moja wina. 
-Ja też nie lubię, jak chłopak jest pod wpływem alkoholu. 
-Cóż, to był wyjątek. - Draco lekko się zmieszał. 
-Okej... A pokażesz mi mój pokój? 
-Oczywiście. - mrugnął do niej i otworzył kolejne drzwi, te znajdujące się dwa kroki od jego sypialni.

***

-AAAAAA! - wrzasnęła Pansy wchodząc do domu i rzucając torebką na dywan. Zaraz za nią wszedł Harry, który nieudolnie próbował powstrzymać uśmiech. Dziewczyna wzięła poduszkę i uderzyła nią szatyna. 
- Nienawidzę go! - krzyczała - Jesteś kompletnym idiotą, Potter! Po co ja się zgodziłam, żebyś szedł na jakąś kolacje?! Do cholery jasnej! Godzinna kolacja a moje życie już legło w gruzach!!! 
-Pansy siostrzyczko, ja też cię kocham. - odpowiedział roześmiany Harry. 
-Co się stało? - zapytał nieśmiało Ron. 
-On odbiera mi ojca, Megan mi odbiera ojca! On odbiera mi jeden dom, ta idiotka też mi odbiera jeden dom! Pieprzcie się wszyscy razem, do cholery! - wykrzyczała dziewczyna, po czym podeszła do szafki obok kominka i wyciągnęła paczkę papierosów. 
-Pan, nie pal. To nie zdrowe! - pouczyła ją Hermiona. 
-Jestem zdenerwowana. Muszę. - panna Parkinson zaciągnęła się mocno po to, by chwilę później wypuścić z ust idealne koło z dymu. 
-Potter, może ty wyjaśnisz co się stało? - zaproponował Draco. 
-A więc pojechaliśmy do rodzinnego domu Pansy, no albo pałacu. Nazwij to jak chcesz. No i tam Stell przedstawił nam Megan, jego nową kobietę. Ustaliliśmy też, że skoro jestem jego synem to należy mi się coś, dlatego oddał mi jeden z swoich domów, który miała chyba otrzymać Pansy. A ta Megan, to ona przez jakiś czas będzie pracowała gdzieś za granicą, dlatego zamieszka też w jednym z apartamentów Stella. Teraz Pan jest o to wściekła i... 
-Czy ty naprawdę myślisz, że tu chodzi tylko o te domy?! Okej w pewnym sensie ale to tylko dobra materialne! - dziewczyna miała już łzy w oczach. - Miałam sobie tatę i mamę. Miałam z nimi świetne kontakty. Nawet nie takie jak z rodzicami tylko przyjaciółmi i nagle z dnia na dzień moja matka gdzieś uciekła. - pierwsza łza spłynęła po jej policzku. - Został mi tata. Był dla mnie jeszcze bliższy, niż wcześniej. Poświęcał mi cały swój wolny czas. A potem dowiedział się, że ma syna i znalazł dziewczynę. Widzisz… to nie byłoby takie złe, też się cieszę, że mam brata albo, że on nareszcie ma kobietę ale do cholery jasnej ja już nie istnieje. Czy słyszałeś żeby przez cały wieczór choć raz zapytał co u mnie? Jakie mam oceny, albo co w szkole?! Czuje się, jak stara zabawka, która przestała być modna! Jakbym była na tej kolacji, bo tak wypada a nie dlatego, że on tego chciał! - Pansy zalała się łzami i wybiegła na górę do swojego pokoju. 
Harry zaklął siarczyście, po czym poszedł za siostrą. 
–Ojojoj, no to się porobiło... - westchnął Blaise. - Ale ja tam ją rozumiem. Też musze dzielić matkę z jej facetami ale za to rodzeństwa nie mam. 
-Gdy się urodziła Julia czułem się podobnie... No, ale ja miałem jeszcze dziadka, który twierdził, że drugie dziecko wcale nie jest potrzebne i, że to ja jestem ważniejszy niż Julka. No to jak byłem zazdrosny, to jechałem do niego a on mnie pocieszał i mówił, że kobiety są mało ważne. To się już dobrze czułem. Ale potem mi przeszło. - Draco uśmiechnął się szczerze. 
-No wiesz Malfoy?! Kobiety są mało ważne? Jak ci mógł dziadek takich rzeczy naopowiadać?! - żachnęła się Gin. 
-Oj Ruda... Ja wtedy miałem może z osiem lat i byłem strasznie rozpieszczony. Ty nie masz młodszego rodzeństwa. 
-Ale mam sześciu starszych braci. 
-No właśnie... Jak się urodziłaś, to byłaś oczkiem w głowie rodziców. - stwierdził Ron. 
-A my z Hermioną nigdy nie mieliśmy problemu z rodzeństwem. - zaśmiał się Blaise i przybił piątkę szatynce. 
-To pewnie nudy w dzieciństwie? - zapytał młody Weasley. 
-Wręcz przeciwnie... - zaczął Zabini. 
-Rodzice zabiegali jeszcze bardziej o nasze względy i ciągle z nami siedzieli żeby nie było nam nudno. - dokończyła Hermiona. 
I tak potoczyła się długa rozmowa o tym, czy lepiej mieć rodzeństwo, czy być jedynakiem...

piątek, 20 września 2013

Spamownik

Przedstawiam spamownik, który znajduje się na prawym pasku bocznym! 
Dodawajcie tu: nominacje, linki do waszych blogów, ostatnie rozdziały. 
Jeśli ktoś chce to można też linki do vlogów i fan page na facebook'u. Chciaż tego ostatniego i tak pewnie nie polubie :)
Od teraz nie będę już zwracać uwagi na nominacje i inne pod rozdziałami. 
Odiumortis.

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 19

Pojawiać się trochę wcześniej niż zwykle, bo chce Wam dodać siły na nowy rok szkolny! Życzę Wam samych wspaniałych ocen, dużo wycieczek i imprez :D
Pojawiają się dwa brzydkie słowa... Brr... xD
Nie śmiać się z mojej poezji, która tam wystąpi :)
Rozdział betowała Kropka!
A więc jeszcze raz wspaniałego roku szkolnego!
Miłego czytania,
Odiumortis.

****************


Rozdział 19 

Wchodząc do malowniczo wystrojonej Wielkiej Sali, w obłędnej sukience z chłopakiem, którego niewątpliwie chciałaby mieć większość kobiet w Hogwarcie, czuła się jak prawdziwa księżniczka. Zatrzymał się na chwilę, tuż po przekroczeniu progu i popatrzył w jej rozmarzone, czekoladowe oczy. Uniosła głowę do góry i zetknęła się z nim wzrokiem. Jego tęczówki były koloru szaroniebieskiego. Dokładnie takie same jak jej dzisiejsza kreacja. 
-Na co masz ochotę? - zapytał po chwili, zdając sobie sprawę, że zatracił się w parze brązowych oczu. 
-Na pocałunek. - odrzekła zbyt wiele nie myśląc. Popatrzył na nią lekko zdziwiony i wtedy zdała sobie sprawę, że powiedziała to na głos. 
- Na pocałunek nocy... - szybko skłamała, podając nazwę jednego z bardziej popularnych drinków. 
-Niestety alkohol wprowadzają dopiero po opuszczeniu sali przez nauczycielów. - mruknął szczerze rozbawiony. Nie sądził, aby miała na myśli drinka. Zaróżowione policzki wszystko zdradzały. 
-Witam moją ulubioną parę. Miona, wyglądasz bajecznie. - przywitał się Blaise, po czym zaraz podeszli do nich Pansy z Teodorem, Ron z jakąś rok młodszą Krukonką, której imienia całe towarzystwo raczej nie znało i Harry ku zaskoczeniu wszystkich z Astorią. 
-A czy Ginny prz... - Potter nie zdążył dokończyć, ponieważ jego szczęka opadła z łoskotem na ziemię i rozbiła się tam na miliony małych kawałeczków. 
Ginewra stała w przejściu z wymodelowanymi włosami wyglądającymi bardzo naturalnie, lekkiej, łososiowej sukience z grubymi, koronkowymi ramiączkami, ciągnącej się aż do ziemi i w jasnobrązowych, zamszowych, wysokich szpilkach na grubszym obcasie. W Wielkiej Sali zrobiło się cicho, a wszystkie pary oczu były skierowane na ową pannę. Zrobiła jeszcze większą furorę, niż Hermiona w czwartej klasie. Nagle do pięknej dziewczyny ku zdumieniu uczniów podszedł Terry Boot i podał jej rękę, którą ta z chęcią przyjęła. I wszystko wróciło do normy. W pomieszczeniu znów rozległy się szmery rozmów a muzyka na nowo zaczęła grać. Gin razem z partnerem podeszła do grupki przyjaciół i przywitała się, co również uczynił Terry. -Ginny... 
-Tak, Zabini? - odrzekła neutralnym tonem. Nie było w tym nutki kpiny, złości, rozbawienia, koleżeństwa... Nic. 
-Ja chyba musze zamienić z tobą kilka słów. Odeszli na kilka kroków po czym chłopak zaczął. -Przepraszam za te słowa. Dla mnie jesteś wyjątkowa. - popatrzył jej w oczy. 
-Ja też przepraszam. Zrobiłam wielką aferę, a w gruncie rzeczy nie powiedziałeś nic aż tak złego. - odpowiedziała, ale nie uśmiechnęła się. Niby przebaczyła a nawet przeprosiła, jednak to nie było to na co czekał. Jej oczy nie stały się weselsze, ani nawet milsze. Głos nie był przyjazny, tylko zwyczajny. Nie wyrażał żadnych uczuć. Skojarzyło mu się to z Draconem za czasów kiedy służył Voldemortowi. Żadnych uczuć, kompletne zero. Posłał jej niepewny, ale szczery uśmiech. Kąciki jej ust podniosły się do góry, jednak miał wrażenie, że to wymuszona mina. To nie był jej piękny, naturalny uśmiech. 
*** 
-...Na tym myślę, że mogę zakończyć moją przemowę. Teraz zostanie wykonany taniec wstępny, po czym nauczyciele udadzą się do swoich komnat, a wy moi drodzy uczniowie, będziecie mogli balować do białego rana! - Dumbledore uśmiechnął się radośnie i jednym ruchem różdżki włączył odpowiednią muzykę. Sześć par uczniów weszło na scenę i zaczęło tańczyć. Wyrażali uczucia przez ruch swoich ciał. Poruszali się lekko, delikatnie, ale też pewnie. Wszyscy równo, w takim samym tempie. W pewnym momencie muzyka stała się wolna, po czym zaczęła grać coraz głośniej i szybciej. Chłopcy stanęli po jednej stronie, a dziewczyny po drugiej. Teraz muzyka przypominała energiczne bicie serca. Draco i Hermiona stanęli pomiędzy parami, na przeciwko siebie. Obydwoje zrobili dwa kroki w tył. W Wielkiej Sali wybuchły fajerwerki, a Hermiona pobiegła w stronę partnera. Draco chwycił ją na ręce i wzniósł ku górze. Nastała kilkusekundowa cisza, po to by za chwilę wybuchły gromkie brawa. Wszyscy uczestnicy tańca ukłonili się z uśmiechem, a na parkiet weszli teraz już wszyscy uczniowie. 
-Udało się. - ucieszyła się dziewczyna. 
-Miałaś świetnego partnera, jak mogłoby się nie udać? - uśmiechnął się szelmowsko, a ona odpowiedziała mu tym samym.
*** 

Gdy nastała północ muzyka nagle została wyłączona, a na scenę wszedł Blaise, który był już lekko wystawiony.
-Słuchajcie misiaczki. Wiem, że świetnie się bawicie, ale teraz ja chciałbym coś Wam zaśpiewać! 
Przez długi czas wszyscy klasakali, aż w końcu Diabeł zbliżył usta do mikrofonu i zaczął pokaz.
(Nućcie to sobie pod melodie refrenu piosenki "Tyle słońca w całym mieście" ta piosenka ma chyba inny tytuł, ale to tylko szczegół xD - dop. autorki)

Tyle słońca w całym mieście
Nie widziałeś tego jeszcze
Draco ooo Draco

Hogwarckimi błoooniami
Niosą szczęście zaaakochani
Miona ooo Miona

Quiddich porywa ich spojrzenia
Ron na miotle zapierdziela
Ronuś ooo Ronuś

Ginny moja piękna ruda
Może mi się ją poderwać uda
Miona ooo Miona

Pewien Ślizgon skradł Heeeermi serce
Takiej rewelacji nieeee widziałeś jeszcze 
Potter ooo Potter

Potter ma rodzeństwo nowe
Aż mu odebrało mowe
Pansy ooo Pansy 

Ginny ma naburmuszona
Mą piosenką niewzruszona
Ginny ooo Ginny

Wtem na scenę weszła Gin i wzięła drugi mikrofon.

Nasz Diabełek ma humorek
Wypił Whisky caaały worek
Zabini ooo Zabini

Dziewczyna aż sama się zdziwiła, że wymyśliła taki rym, chociaż po dłuższym zastanowieniu stwierdziła, że to skutki alkoholu.
Jednak zanim Blaise zdążył jej coś odpowiedzieć, przerwał mu Draco, który również postanowił się pobawić w rymowanki.

Oj wy moi kooochani
Jesteście nieźle poooojebani
Zabini ooo Ginny

I w tym samym momencie do Wielkiej Sali wszedł Severus. Już miał krzyknąć, i spytać co się tu dzieje, ale jemu również udzielił się nastrój swoich podopiecznych.

Draco skończ swoje przemowy
Po świętach zaczynasz szlaaban nowy
Szlaban ooo szlaban

Blondyn jednak nie dał się zbić z tropu i szybko odpowiedział.

Niech się pan nie denerwuje
I szlaban mi daaaruje
Severusku móóój Nerwusku

Snape jednak nie dał się i wykorzystał słaby punkt Malfoya.

Chcesz by ojciec się dowiedział
Kto mu nowego mercedesa zajebał
Lucjusz ooo Lucjusz 

I wtedy postanowił się dołączyć jeszcze Harry. Jego kontakty z Mistrzem eliksirów nie polepszyły się ani o trochę, dlatego to było ryzykowne zagranie.

Profesorze bez urazy
Nie pasują panu taaaakie wyrazy
Wyrazy ooo wyrazy

Snape faktycznie się zmieszał, ale nie dał tego po sobie poznać. W odpowiedzi podszedł do ogromnego stołu i zabrał dwie butelki Ognistej, po czym wyszedł nie odwracając sie. Wszyscy uczniowie wybuchli gromkim śmiechem i wrócili do zabawy.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 18

Przybywam do Was moi mili - z rozdziałem pikantym jak chili xDD dobra, ten rozdział nie jest ani trochę pikantny ale zawsze chciałam to napisać :D A więc mam kilka wiadomości - sztywnych jak kości. :P poetka ze mnie :D
Po pierwsze wiadomość do Kawm - "Zimno mi" to tyle.
I po drugie to jest pierwsz, zabetowany rozdział przez uwaga, uwaga Kropkę :D
Pozdrowienia dla naszej Bety!
Aha, no i jeszcze dużo to Severusa, mało dramionków nad czym ubolewam i ogólnie nudny ten rozdział :(
A teraz życzę miłego czytania!
Odiumortis.

***




Rozdział 18
-W tej wyglądasz jak pisanka wielkanocna. - mruknęła znudzona Ginny. Dwie Gryfonki wraz ze Ślizgonką od dwóch godzin chodziły po sklepach i przymierzały przeróżne suknie, zaczynąc od tych najprostszych, a kończąc na tych najbardziej zwymyślanych. Kupienie odpowiednich stroi nie było takie proste. Wszystko utrudniała wybredna Pansy i marudna Gin, którą cudem udało się wyciągnąć z Hogwartu.
-A przy okazji, ten materiał jest jakiś tandetny. - dopowiedziała Pan, widząc Hermionę w kolejnej sukience.
-Ale to już wszystkie, które wzięłam do przymierzalni!
-Widać wszystkie były głupie, skoro żadnej nie wybrałaś. - stwierdziła Ruda.
-Może dlatego były głupie bo masz zły humor.
-Przecież Pansy też prawie żadna się nie podobała.
-Jak miała mi się jakaś podobać, skoro tu nawet nie ma żadnego porządnego sklepu?! - wtrąciła się czarnowłosna.
-To może teleportujmy się do jakiegoś mugolskiego centrum handlowego. Tam na pewno coś znajdziemy.
-Ja najchętniej wracałabym już do szkoły. I tak raczej nie idę na bal, nie mam z kim.
-A Blaise?
-Zabini to skończony kretyn. - żachnęła się Gin.
-Nie mów tak o nim, bo to nie jest prawda. - stanęła w obronie przyjaciela Ślizgonka.
-Ale na chłopaka się nie nadaje. Nie wiesz jak on jest bezczelny w sprawach uczuciowych.
-Diabeł jest naprawdę wspaniałym materiałem na chłopaka, tylko ty się jeszcze o tym nie do końca przekonałaś.
-A ty niby skąd to możesz wiedzieć, co?
-Hmm... Pomyślmy... - zaczęła z ironią. - Bo z nim byłam tuż przed tobą. Bo kochałam go dlatego, że był najwspanialszym chłopakiem jakiego mogłam sobie wymarzyć? Takim żadna by nie pogardziła, więc zastanów się co mówisz, Weasley bo on nie będzie czekał na ciebie przez całe życie, a uwierz mi, że większość dziewczyn ze szkoły na niego leci. Ginny zaczerwieniła się. Nie miała pojęcia, że Pansy z nim kiedyś była. Może ona go nadal kocha? Kto wie? Z drugiej strony wszystko co mówiła Ślizgonka było prawdą. Jeszcze chwila, a straci na zawsze Blaise'a. Zależało jej na tym chłopaku. Gdyby tak nie było, nie płakałaby całymi nocami przez niego. Z resztą on już chyba zrezygnował - zadręczała się swoimi myślami.
-Czy... Czy ja ci go odebrałam? - zaczęła cicho Ruda.
-Nie. - mruknęła Pansy i wyszła ze sklepu. Właściwie trudno było stwierdzić czy ostatnie zdanie wypowiedziane przez dziewczynę było ironią, czy szczerą prawdą. Ginny bez słowa wybiegła za nią, lecz nie zdążyła jej dogonić. Parkinson teleportowała się w nieznane.
***
Hermiona po tym jak została sama w sklepie, przymierzyła jeszcze jedną sukienkę. Czuła się w niej naprawę piękna. Uśmiechnęła się do lustra. Nagle kurtyna za którą stała odsunęła się. Draco Malfoy uśmiechnął się szelmowsko.
-Wyglądasz obłędnie. - powiedział cicho, mierząc ją wzrokiem.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
-Po prostu wiedziałem. - odrzekł, nadal nie odrywając od niej wzroku.
-To nie jest odpowiedź.
-Jest i powinna ci wystarczyć. - miał ochotę tam stać i ją oglądać bez przerwy. W pewnym momencie nastała dość krępująca cisza. Draco z jednej strony wciąż ją podziwiał, a z drugiej zastanawiał się jak zagadać. W końcu wystrzelił (jak gumka z majtek. Uwielbiam to porównanie. dop. autorki) z pytaniem. -Jak Ginny?
-Emm... Dlaczego ty mnie pytasz o moją przyjaciółkę? - to było niby normalne, a jednak dziwne pytanie.
-No... czy już pogodziła się z Diabłem, po tym co powiedziała jej Pansy? - i wtedy zdał sobie sprawę z tego co powiedział. Ale ze mnie debil, pomyślał. Mogłem się ugryźć w język, mogłem powiedzieć tysiące innych rzeczy, ale ja musiałem powiedzieć to. Gratulacje, Smoku.
-Skąd ty o tym wiesz? To stało się zaledwie kilka minut temu! Czy Pansy powiedziała to specjalnie? Wy to ukartowaliście? - wbiła mu palec w klatkę piersiową i zmrużyła oczy.
-Nie. Podsłuchiwałem. - mruknął, co w rzeczywistości nie było prawdą. Wymyślili to z Pan wcześniej. Dziewczyna obiecała, że dzisiaj coś powie tak, aby Gin w końcu wybaczyła ich przyjacielowi.
-Więc dlaczego zapytałeś czy już pogodziła się z Blaisem, skoro wiesz, że dopiero przed chwilą była kłótnia i z resztą skąd ja mogłabym o tym już wiedzieć?! - starała się być cierpliwa, ale przy nim nie dawała rady.
 -Oj, przestań już. Tak tylko to powiedziałem a ty od razu robisz przedstawienie. Przestań krzyczeć bo ludzie patrzą.
-To niech sobie patrzą! - warknęła. - Jak mogliście? Gin teraz będzie miała ogromne wyrzuty sumienia! Będzie znowu cały czas płakać!
-A potem przeprosi naszego Diabełka za nic. Będzie czuła, że zrobiła mu aferę z niczego i w końcu jej serduszko weźmie górę. Takie jest prawo miłości, Granger. Prędzej czy później będą razem, a dzięki mnie i Pan prędzej.
-Och.. i tak jesteś okropny. - fuknęła.
-Bierzesz tą suknie? Jest naprawdę piękna. - zagadnął znowu.
-Nie. Czuje się w niej sztywno. Dopóki nie wykonałam żadnego ruchu, była cudowna.
-Dobrze, w takim razie przebieraj się i idziemy do Trzech Mioteł.

***

Czwartkowe lekcje minęły dość spokojnie, z wyjątkiem eliksirów, których uczył Severus Snape. Dziś miał się odbyć mały test. Każdy gotował jakiś eliksir wybrany przez nauczyciela. Gdy na końcu lekcji profesor sprawdzał wykonanie, doszło do pewnego incydentu.
-Dobrze ugotowałaś ten eliksir. Widać to, że zerwałaś z Potterem dobrze na Ciebie wpływa, Weasley. - mruknął Severus. - Powiedz teraz co czujesz.
-Ulgę. - odrzekła bezmyślnie.
-A jednak za dużo przebywałaś w jego towarzystwie. Weasley, pytałem co czujesz bo gotowałaś amortencje! Minus pięć punktów za głupotę. A teraz powiedz jaki zapach czujesz z tego oto eliksiru zawartego w tym kociołku przed tobą.
-Ja czuje zapach rozpuszczalnika, truskawek i męskich perfum. - w jej oczach zaszkliły ledwo widoczne łzy.
-Męskich perfum mówisz... Jak pachną te perfumy? - zapytał mistrz eliksirów. Miał w tym swój interes. -Dawno ich nie czułam. Są dość mocne, ale nie ciężkie.
-Coś jeszcze możesz o nich powiedzieć? - dopytywał się. On zawsze dotrzymuje słowa. Zwłaszcza jeśli ma w tym jakiś interes. A tym razem miał i to spory. Zabini mu obiecał, że jak dokładnie wypyta o to Ginevrę to da korepetycje młodszym uczniom ze swojego domu.
-Tak, że kocham ten zapach i właściciela tych perfum i że jestem kompletną idiotką. - wyrzuciła z siebie i wybiegła z płaczem.
-Wie ktoś co się jej stało? - zapytał nauczyciel, klasy. Tak więc to była jedyna nieprzyjemność. Reszta lekcji i dnia przebiegła zwyczajnie. Dopiero na sam wieczór jedna z uczennic doczekała się niezwykłej niespodzianki. Otóż Hermiona Granger, wychodząc z łazienki po kąpieli dostrzegła coś na swoim łóżku. Było to ciemnozielone pudełko owinięte srebrną wstążką. Przez chwilę wpatrywała się w nie po czym je otworzyła. Z pudełka wyciągnęła piękną, wręcz balową suknie. Idealna, przebiegło jej przez myśl. Suknia była koloru szarego bądź granatowego, zależy pod jakim światłem patrząc. Składała się jakby z dwóch, złączonych części - gorsetu z dekoltem w kształcie serca i dolnej części, ciągnącej się do samej ziemi, wykonanej jakby z poszarpanych falban, mieniącej się w świetle. Gryfonka po tym jak wpatrywała się w nią dobre kilka minut, przymierzyła ją. "Jakby szyta na miarę." pomyślała. Dopiero po chwili zauważyła, że na dnie pudełka leży mała karteczka z napisem ,,Mam nadzieję, że ta będzie wygodna." Była niemal pewna, od kogo dostała prezent. Przez dłuższy czas zastanawiała się czy może go przyjąć. Jednak obracając się w lustrze w cudownej sukience, stwierdziła, że nie miałaby serca jej oddać. Uśmiechnęła się promiennie, przebrała w piżamę i udała się w kraninę Morfeusza, gdzie śniła o kimś wyjątkowym.
***
W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień - bal Bożonarodzeniowy. Cudowna uroczystość, z którą wiązały się same dobre myśli. Nauczyciele spodziewali się, że tego dnia wszyscy uczniowie będą biegać po korytarzach, sami nie wiedząc gdzie mogą się udać lub co jeszcze zrobić. Jakie było ich zdziwienie, gdy na śniadaniu pojawiła się zaledwie połowa uczniów szkoły. Dodajmy do tego, że to była ta młodsza połowa, która nie szła na bal. Severus Snape był jedną z wyjątkowych osób, które nie cieszyły się owym czasem. Miał do tego kilka powodów. Po pierwsze i najważniejsze zbliżały się święta. Święta, których on tak bardzo nie lubił. Sztuczny uśmiech, który musiał mu towarzyszyć, przynajmniej podczas spotkań z znajomymi był bardzo nużący. Po drugie. Na balu, który miał się zacząć za kilka godzin miał pilnować uczniów - w jego mniemaniu przychodzić co kilka godzin i sprawdzać czy wszyscy żyją. To i tak było za dużo. Siedząc w na swoim stałym miejscu w Wielkiej Sali i ubolewając nad swym losem, otrzymał list. Zdziwił się nieco bo było jeszcze za wcześnie na życzenia świąteczne. Rozwinął kartkę papieru i zaczął czytać.

Drogi Severusie,

W tym roku Draco oświadczył, że nie przyjeżdża do domu na święta. Straciłam prawie całkowicie kontakt z moim Synem. Oświadczył jednak, że przyjedzie na jeden dzień, ze względu na Julię. Bardzo proszę, dowiedz się, gdzie spędza święta i w który dzień do nas przyjedzie i odpisz mi. Jest to dla mnie niezmiernie ważne.

Narcyza Malfoy.

Ps. Mam nadzieję, że odwiedzisz nas jak co roku w drugi dzień świąt.

Sprawy rodzinne Malfoyów... Westchnął. Jakbym miał mało swoich problemów. To nie było tak, że on nie lubił tej rodziny. Wręcz przeciwnie, przyjaźnił się z Narcyzą i Lucjuszem od lat. Po prostu nie lubił się w choćby najmniejszym stopniu mieszać w ich sprawy rodzinne. Jednak tym razem wypyta o wszystko Dracona. Był jego chrześniakiem, a do tego w dużej mierze chodziło o Julię. Doprawdy, sam nie wiedział skąd taki aniołek się znalazł w takiej oschłej, arystokratyczniej rodzinie. Julia była cudownym dzieckiem, czasem się przyłapywał na tym, że zbytnio się o nią troszczy - jak o własną córkę, której nigdy nie miał. Przecież ona miała swoich rodziców, więc co go obchodziła? W pewnych sytuacjach pozwalała sobie nawet na coś co na pewno nie przeszło by mimochodem u Dracona, teraz czy gdy był w jej wieku.
W pewnym sensie irytowało go to, że gdy była jeszcze młodsza, to przytulała się do niego, wołała na niego wujku-Severusku, czy chwytała go za rękę - bo jak to miała w zwyczaju mówić "Jak mi nie dasz ręki to z tobą nigdzie nie idę." i wtedy właśnie robiła tak słodką minkę, że nie dało jej się nie posłuchać. Jednak z drugiej strony to była jedyna czułość jaką mu okazywano, a przecież każdy potrzebuje trochę bliskości drugiego człowieka, nawet taki zgorzkniały mistrz eliksirów - Severus Snape.
***
-...no i mówię wam, wtedy wchodzi Nietoperz i... - opowiadał Blaise w pokoju wspólnym lecz nagle wszyscy zaczęli go uciszać. Powoli odwrócił głowę i ujrzał głównego bohatera swojej historii. Severus nie był głupi. Zdawał sobie sprawę z tego, że uczniowie nazywają go Nietoperzem.
-Zabini, gdybyś nie był z mojego domu straciłbyś tyle punktów do ilu nawet nie umiesz policzyć. Gdybym uwzględnił każdą twoją odzywkę i każdy wybryk, szlabanu nie opuściłbyś do zakończenia szkoły i jeszcze dłużej. Ale na moje nieszczęście jesteś z mojego domu.
-No i jego matka to niezła dupa. - odezwał sie jeden z chłopców.
-Zapewniam cię, że u rodzicielki Blaise'a nie masz żadnych szans, ale jeżeli tak cię interesuje to wspomnę o twoim zamiłowaniu do niej gdy ją spotkam. - mruknął Snape.
-Lepszy taki ojczym niż ten co teraz jest. - roześmiał się czarnoskóry i przybił piątkę koledze.
-Nie wiem co masz do Smitha. Jest on inteligentniejszy od was wszystkich razem wziętych i jest moim starym, dobrym przyjacielem.
-I zasila moje konto w banku. Tak, spoko z niego gość. - zirytował się Blaise.
-Dobra Zabini, koniec pogaduszek. Ty i Malfoy za mną. - rzekł mistrz eliksirów i wyszedł z sali.
-Myślicie, że to szlaban? - zapytała Astoria.
-Ja nic nie zrobiłem.
-Smoku, choćbyś coś zrobił to i tak nie dostałbyś szlabanu. I Diabeł tak samo. - mruknęła Pansy.
-No tak. Ale gdybyśmy nie wrócili w ciągu 48 godzin przekażcie mojej żonie, że ją kocham, a cały mój majątek jest przeznaczony dla mojego syna Scorpiusa. - odpowiedział histerycznym tonem Draco.
-Smoku, szykuj się na bitwę! Wyruszamy! - rzucił Blaise do przyjaciela i wymaszerował z Pokoju Wspólnego.
-Co tak długo? - zapytał Severus na korytarzu. - Idziemy do mnie. Nie będziemy tu rozmawiać. Gdy już byli w prywatnym, małym saloniku Snape'a mężczyzna zapytał.
-Draco, w który dzień przyjeżdżasz do Julii i gdzie spędzasz święta?
-A co to? Już cały Hogwart wie, że nie jade do domu? - zakpił.
-Nie tym tonem. Narcyza się o ciebie martwi.
-Martwi się... Tsaa... Nazywajmy rzeczy po imieniu. Przejmuje się tym co powiedzą inni o tym, że jej synek nie chce do domu przyjechać.
-Draconie Lucjuszu Malfoy'u! Przywołuję cię do porządku! Twoja mama się o ciebie martwi bo cię kocha. Bo jest twoją matką! Bo ty jesteś jej synem! Nie masz dzieci, więc nie wiesz co ona może teraz przeżywać!
-Ty też nie masz więc też nie wiesz co ona czuje!
-Ale mogę sobie wyobrazić! - warknął.
-Gdyby mnie kochała to zaakceptowałaby moich przyjaciół. Już nie wspomnę o tym, że z miłości zrobiła ze mnie Śmierciożercę i człowieka bez uczuć. Jeżeli tak się okazuje miłość dziecku, to ja dziękuję.
-Ty nic nie rozumiesz! Twoi rodzice wychowują cię tak, jak sami byli wychowani. Na porządnego człowieka. Myślisz, że im jest łatwo?
-Święta spędzam w Austrii w domu Pansy a do Julii przyjadę w najbiższy wtorek. - odrzekł nadwyraz spokojnym tonem i wyszedł trzaskając drzwiami. Severus usiadł w fotelu i oparł ręce na biurku po czym schował głowę w dłoniach i westchął. Kompletnie nie wiedział jak pomóc Narcyzie i Lucjuszowi w wychowaniu Dracona, a przecież musiał chociaż spróbować. Zgadzając się być jego chrzestnym przyjął na siebie jakieś obowiązki.
-Czy ja też mogę już iść? - zapytał Blaise i dopiero teraz starszy mężczyzna zdał sobie sprawę z tego, że nie jest sam.
-Kiedy będziesz uczył młodszych uczniów według naszej umowy? -Zacznę po świętach. -Raz w tygodniu, przez dwie godziny. Możesz już iść.