poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 22

Witajcie ;))
Przybywam do Was nieco szybciej niż myślałam. Tak w ogóle ostatnio mam jakieś komplikacje z bloggerem ;o
W każdym razie:
Rozdział betowała Kropka :)
Nie wiem kiedy kolejny.
Wszytskie pytania kierować na ask'a.
Miłego czytania!
Odiumortis.

********



Rozdział 22


O godzinie trzynastej Hermiona, Draco i dwuletnia Florence siedzieli w Miodowym Królestwie i zajadali się pysznymi, malinowymi ptysiami. Wszystko by było idealnie, gdyby nie to, że Florence mówiła tylko pojedyncze słowa - jak to małe dziecko - ale po francusku. 
Hermiona w dzieciństwie zanim odkryła, że jest czarodziejką, miała jakieś lekcje francuskiego, ale nic już nie pamiętała. Natomiast Draco, jako że pochodzi z arystokratyczniej rodziny i często jeździł z rodzicami do Paryża, powinien umieć ten język. Jednak umiał tylko dzień dobry i do widzenia. Nie przeszkadzało im to zbytnio, ale nie ukrywali, że fajnie byłoby umieć francuski. Z małą Florence porozumiewali się mową ciała, czyli po prostu gestami. 
-Co ty na to żebyśmy poszli popływać? - zaproponował nagle Draco. 
-Popływać? - zdziwiła się Hermiona. - Przecież jest zima... 
-Granger, nikt ci nie każe pływać w morzu czy oceanie. Miałem na myśli basen. 
-Tylko nie mamy strojów, z resztą opiekujemy się Florance, pamiętasz? 
-Tobie strój pożyczy Pansy, ja mam w moim pokoju, a dla niej - wskazał głową na Florence - albo coś kupimy, albo transmutujemy. 
-A gdzie masz ten basen? 
-Przecież jest u Pan w domu, na dole. Nie widziałaś go jeszcze? 
-W takim razie szybko kończymy jedzenie i idziemy popływać. 

***

-Granger, Granger, Granger. - zaśmiał się Draco widząc jak Hermiona okrywa się ręcznikiem. 
-No co? Przecież jest zimno! - odburknęła speszona. 
W rzeczywistości wcale zimno nie było. Hermiona najzwyczajniej w świecie wstydziła się chodzić w samym stroju kąpielowych przy Draconie. Prościej byłoby nawet przy Blaisie, ale nie przy Malfoyu. 
On wciąż ją obserwował, każdy jej ruch. Często jego oczy spoczywały na małych i jędrnych piersiach dziewczyny, bądź na jej zgrabnych pośladkach - w końcu był tylko nastolatkiem. 
Hermiona, która zdawała sobie z tego bardzo dobrze sprawę, szczelnie okryła się ręcznikiem. Nie była przyzwyczajona do takich sytuacji. 
-Wchodzimy do tego basenu czy nie? - zapytała lekko zdenerwowana. 
-Co tylko powiesz... - odrzekł uśmiechając się szelmowsko. 
Chwilę później rozpędził się i skoczył "na bombę" do cieplutkiej wody. Gryfonka w tym czasie wzięła na ręce Florence, której wcześniej ubrała tak zwane motylki i napompowane kółko. Minutę później cała trójka kąpała się już w basenie. 
–Yyy… Granger? - zaczął roześmiany Draco. - Coś ty ją tak wyubierała w to... To coś? 
-Dzięki temu się przynajmniej nie utopi! Ja w porównaniu do ciebie dbam o jej zdrowie! - oburzyła się. Ślizgon natychmiast podpłynął do Florence i zaczął ściągać z niej mugolskie środki ostrożności. Zdezorientowana Hermiona patrzyła na Malfoya w kompletnym osłupieniu. Nie wiedziała co ten chłopak robił. Przecież chyba nie utopi małej... A może on tylko udawał, że się zmienił i najpierw zrobi coś Florence a potem jej samej?! Po chwili jednak warknęła w myślach na swoją głupotę i po prostu zapytała Dracona. 
-Co ty robisz? 
-Ściągam z niej to wszystko. Nie widzisz, że jej niewygodnie? 
-Malfoy! Przecież ona się utopi! - warknęła Szatynka. 
-Jakie utopi? Jak byłem mały to rodzice mnie wrzucali bez niczego na głęboką wodę. Myślisz, że dlaczego tak dobrze pływam? 
Ta wypowiedź przeraziła Hermionę. Zrobiła się cała blada i nagle zachciało jej się wymiotować. 
W tym samym czasie blondyn odpiął już wszystko i wziął dziewczynkę na ręce. Jednak po chwili puścił ją, a sam beztrosko podpłynął do wystraszonej Gryfonki. 
-Malfoy!!! - ryknęła i zaraz zaczęła płynąć do Florence, jednak chłopak nie pozwolił jej tam dotrzeć. - TY IDIOTO! PUŚĆ MNIE! - wrzeszczała i wyrywała się. 
W końcu Draco z szerokim uśmiechem na ustach zostawił ją w spokoju i popłynął na drugi koniec basenu. Hermiona cała się zaczerwieniła widząc jak mała dziewczynka śmieje się, a woda ją unosi. 
-Granger, chyba nie pomyślałaś, że mógłbym jej coś zrobić. - usłyszała za sobą rozbawiony głos chłopaka. 
-A-ale jak to możliwe, że ona się unosi na wodzie? - zapytała zdezorientowana. 
-To magia. - wyszeptał jej do ucha po czym cały rozbawiony odpłynął. 

***

Tuż po wyjściu z basenu, po Florence przyjechali Bill i Fleur, gdyż nieco zmieniły im się plany. Oczywiście Blaise znalazł w ciągu tych kilku minut, gdy Bill ubierał Florence czas na to, aby poderwać piękną wilę. Kobieta jednak uśmiechała się tylko miło, wyraźnie niezainteresowana chłopakiem. Zabini poczuł się lekko urażony obojętnością Fleur, dlatego też postanowił nieco wcześniej jechać do domu rodzinnego spotkać się z mamą i zabrać ze sobą Justina. 
W tym samym czasie dziewczyny, wraz z Harrym poszły już się zająć posiłkami do jutrzejszej kolacji wigilijnej a Ron i Draco wygodnie wylegiwali się na kanapie. 
-Weasley, trzeba wymyślić jakiś plan. 
-O czym mówisz? 
-Raczej o kim... Diabeł uważa, że ten Justin to tylko problem. Zresztą dziewczyny ledwo go poznały a już za nim szaleją, nie podoba mi się to. - stwierdził rzeczowo Draco. 
-Więc chcecie mu tak uprzykrzyć życie, żeby sam się stąd wyniósł? 
-Widzę, że jednak jak chcesz to potrafisz ruszyć mózgiem. 
-Dobra, dobra - Ron zignorował uwagę kolegi. - Może go jakoś nastraszmy? No wiesz, wśród nas jest Harry, którego na pewno zna. 
-A jak on powie o tym dziewczynom? Będą złe do końca świąt. 
-Yyymm... To zrobimy to w taki sposób aby się nie dowiedziały... 
-Niby jak? 
-Nie wiem, sam pomyśl... 
-Damy mu okup! 
-Jego ojciec jest bogaty, nie poleci na pieniądze. 
-No tak. 
-Więc dajmy mu do zrozumienia, że nikt go tu nie lubi. Chociaż nie. To nie wypali, bo dziewczyny... Chłopcy pewnie jeszcze długo zastanawiali by się nad tym, jak wywalić Justina z domu, gdyby nie sowa, która zapukała do okna. Draco rozpoznał w niej rodową sowę Malfoyów. 
-To od rodziców. Chcą żebym do nich przyjechał jeszcze dziś. Piszą, że nie ważne co by się działo i jakie decyzje podejmę, zawsze będą mnie wspierać, bo jestem ich synem i mnie kochają. - wytłumaczył Ron’owi, jednocześnie prychając na końcu zdania. 
Postanowił jednak sprawdzić czy słowa rodziców są w pełni prawdziwe... 

***

Harry, Pansy, Ginny i Hermiona przygotowywali przeróżne posiłki, jednocześnie świetnie się przy tym bawiąc. Zwłaszcza robienie makowca przysporzyło im wiele zabawy. W efekcie wszyscy byli w mące, podobnie jak cała kuchnia. 
-Granger? - Draco wszedł do pomieszczenia i mimowolnie się uśmiechnął na widok przyjaciół. - Nie masz ochoty na małą wycieczkę? - zapytał. 
-Hmm... Chętnie. - odrzekła. - A gdzie ta wycieczka? 
-Zobaczysz. Przebierz się w coś... coś czystszego. 
-Na elegancko czy sportowo? - zapytała podekscytowana. 
-Raczej na elegancko, ale bez przesady. Za pół godziny w hallu. 

***

-Teleportujemy się? - zapytała szatynka ubrana w czarną prostą sukienkę i płaszcz. 
-Tak. Złap mnie za rękę. 
Poczuli charakterystyczny ucisk w brzuchu i chwilę później byli już w jakimś ciemnym zakątku. 
-Teraz zawiążę ci opaskę na oczy i poprowadzę do naszego celu, dobrze? 
-Okej. - była coraz bardziej podekscytowana. 
Maszerowali już około kilku minut, gdy nagle się zatrzymali. Hermiona przez całą drogę zastanawiała się, gdzie są. Pierwsze co pomyślała- to, że zabrał ją do nie magicznej części Londynu, biedaczka nie wiedziała jak bardzo się myliła. 
-Nie przestrasz się i nie próbuj uciekać. 
Chłopak rozwiązał jej opaskę. Hermiona ujrzała ogromny, arystokratyczny dom a raczej pałac. Prowadziła do niego długa, prosta droga. Zanim zdążyła wszystko poskładać w całość usłyszała głos Dracona. 
-Witaj w moim rodzinnym domu, Granger.

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 21

Cześć, witam wszystkich i tak bardzo przepraszam :((
Tyyyyyle mnie nie było, prawie miesiąc. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie z wyjątkiem szkoły i olimpiady :( obiecuje, że więcej taka długa przerwa nie będzie miała miejsca, albo przyjemniej postaram się aby nie miała. Mam nadzieję, że nie zniechęciliście się przez to. Jest mi strasznie głupio :((
Rozdział też nie jakiś wyjątkowy, bo z weną i czasem słabo ;< 
Mam jednak nadzieję, że chociaż trochę Wam się spodoba i że będziecie KOMENTOWAĆ, bo to naprawdę daje motywacje! :)
I przepraszam, że taki krótki dzisiaj ten rozdział ;/
Rozdział betowała dla Was Kropka ;))
A teraz zapraszam do czytania!
Odiumortis.


********************


Rozdział 21


 Blaise tego dnia wstał lewą nogą. Od rana towarzyszyła mu kwaśna mina i podły nastrój. Można to było zwalić na głośny deszcz, który go obudził. Jednak jego problem był o wiele większy. Dziś miał się spotkać z synem przyszłego męża matki, Justinem. Jednym słowem - tragedia. Blaise jak wspomniał wczoraj wieczorem, był jedynakiem. Wcale nie chciał mieć rodzeństwa. Oczywiście nie miał zamiaru traktować Justina jak brata. Co to, to nie. Jeżeli okaże się fajny, to maksymalnie jak kolegę.
 Deszcz przestał padać. Promienie słońca wpadły do pokoju pewnej Szatynki, która otworzyła swe piękne, czekoladowe oczęta. Rozprostowała ręce i ziewnęła. Z dołu doszedł ją dźwięk rozbijanego szkła, a zaraz po tym głośne przekleństwo. Na swoją piżamkę ubrała ciepły szlafrok i zeszła do kuchni.
 -Blaise, co ty robisz? - Hermiona z lekkim rozbawieniem patrzyła na wściekłego chłopaka rzucającego zaklęcie. 
-Sprzątam, nie widać? - odburknął nieuprzejmie. Zapadła chwilowa cisza, podczas której chłopak ponownie nalał kawy do kubka. 
- Przepraszam, źle spałem. - mruknął. 
-W porządku. Męczyły cię jakieś koszmary? 
-Koszmar to ja dopiero dzisiaj przeżyje...
 -Ach tak. Masz spotkanie z... Właściwie jak on się nazywa? 
-Justin. Mam spotkanie z Justinem. - wycedził przez zaciśnięte zęby. 
-Spokojnie. Na pewno nie będzie tak źle. 
-Jeżeli będzie miał taką mordę jak jego ojciec to nie wiem czy się powstrzymam przed rozkwaszeniem jej. 
-Zabini! Nie możesz się tak zachowywać. Justin na pewno okaże się miłym chłopakiem. Ty po prostu dramatyzujesz. A mordę to może mieć pies a nie człowiek! 
-Hermiona, jak ty niczego nie rozumiesz... 
-To może mi wytłumacz? - czego jak czego, ale najbardziej panna Granger nie lubiła gdy ktoś mówił, że czegoś nie rozumie. Nie zależnie czy to była jakaś regułka czy sprawy życiowe. 
-Nie mam już czasu. Umówiłem się z nim na jedenastą, a wcześniej muszę jeszcze gdzieś iść. 
-Gdzie musisz iść? 
-Prezenty Granger, jutro gwiazdka. - wyszczerzył się do niej i już go nie było.

 *** 

Przystojny brunet z dużymi czekoladowymi oczami siedział w kawiarni już od kilku minut i zwracał uwagę prawie wszystkich dziewcząt. Za każdym razem kiedy jakaś niewiasta otwierała drzwi, posyłała mu olśniewający uśmiech, a on odpowiadał jej tym samym. Był do tego przyzwyczajony. Zdawał sobie sprawę, że podoba się kobietom... Zwłaszcza na swoim ukochanym motocyklu. Bo to właśnie ten motocykl kochał bardziej od zalotnych spojrzeń dziewcząt, ich uśmiechów, flirtowania z nimi, słodkich randek, namiętnych pocałunków. Przypomniał sobie historię jeszcze z wakacji, gdy wybierał pomiędzy dziewczyną i nocnymi, nielegalnymi wyścigami. Oczywiście wybrał wyścigi - nie był grzecznym chłopcem. W szkole magii we Włoszech, czyli w szkole gdzie się uczył, od szesnastki można było mieć zwyczajny, mugolski motor. Od tego momentu życie stało się piękniejsze. To była chyba jedyna szkoła z takim przywilejem. No, ale Włosi - i mugole, i czarodzieje - byli uzależnieni od motocyklów. Chyba każda dziewczyna miała swoją vespę, a każdy chłopak ścigacza, przynajmniej w jego towarzystwie. Zdarzali się też tacy, co woleli harleye ale to nie jego bajka. Upił łyk cappuccino i z bólem w sercu stwierdził, że nie można go nawet porównać do tego włoskiego, które pijał codziennie. Spojrzał na swój zegarek - za dwie minuty jedenasta. 
I wtedy drzwi otworzyły się, a mały dzwoneczek wydał z siebie piskliwy dźwięk. Justin spojrzał w tamtą stronę. W jego kierunku szedł Blaise Zabini, a na twarzy miał wymalowany lekko ironiczny uśmiech... 
-Cześć. - powiedział Blaise i wyciągnął do niego rękę. 
–Ciao, Zabini. - uśmiechnął się dość szczerze Justin czym rozluźnił atmosferę. - Napijesz się czegoś? 
Po godzinnej rozmowie chłopcy znali już się dość dobrze, a nawet bardzo dobrze. Wiedzieli przynajmniej podstawowe informacje, choć nadal nie pałali do siebie zbytnią sympatią. 
-Justin, jak to jest. Jesteś Włochem, a umiesz mówić bardzo dobrze po angielsku i masz takie tutejsze imię... 
-Tłumaczyłem ci. Mój tata jest z Wielkiej Brytanii, to mam takie imię i dobrze mówię po angielsku, chociaż jak słyszę te wasze imiona to mam problem z wymówieniem, no i jakieś cięższe nazwy. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest. A mama to Włoszka, więc wyglądam jak Włoch i nim jestem. 
-A gdzie mieszkasz? 
-Do końca szkoły mieszkałem we Włoszech ale potem ojciec dostał bólu dupy, że szkołę skończyłem dwa lata temu a nadal nie pracuje. Powiedział, że coś mi tu załatwi, więc po świętach zaczynam pracę. 
-Ehem... - odrzekł inteligentnie Blaise. 
Nagle do kawiarni weszły trzy roześmiane dziewczyny. Justin już miał coś powiedzieć, lecz Blaise go uprzedził. 
-Heeej! Co wy tu robicie? 
-Przyszłyśmy na coś ciepłego bo zimno nam się zrobiło na zakupach. - odrzekła uśmiechnięta Pansy. 
-To jest Justin. - Blaise wskazał na chłopaka obok. 
-Pansy. 
-Hermiona. 
-Ginny. 
Przedstawiły się, a chłopak szarmancko ucałował dłoń każdej z nich. 
-Może usiądziecie razem z nami? - zaproponował Włoch. 
-Chętnie. 
-Co wam zamówić? - zapytał Zabini. 
-Gorącą czekoladę. - odpowiedziała Hermiona. 

*** 

-No to my widzimy się jutro Blaise. - rzekł Justin gdy wychodzili już z kawiarni. 
-Jak to jutro? 
-No na kolacji u rodziców... Jutro przecież Wigilia.* 
-Czekaj, czekaj. Ja nie mam zamiaru spędzać Wigilii z wami. Jutro cały dzień będę przebywał z moimi przyjaciółmi. 
-Jus, jeśli tylko chcesz też przyjedź do nas na Wigilię. Wasi rodzice niech spędzą razem ten czas. - zaproponowała Pansy a pozostałe dziewczyny jej zawtórowały. 
-Nie zga... - zaczął Blaise lecz brutalnie mu przerwano. 
-W sumie to nie najgorszy pomysł. - roześmiał się Justin. 
Trzy piękne panie na cały wieczór, a może nawet noc to kusząca propozycja. Były inteligentne i miały w sobie "to coś". Przy okazji zrobi na złość Blaise'owi... Nie to, że go nie lubił. Po prostu sprawiało mu frajdę patrzenie na to, jak nim rządzą dziewczyny. Sumując, dlaczego miałby się nie zgodzić? 
-W takim razie przyjedziesz jutro rano czy jeszcze dzisiaj wieczorem? Poznałbyś przy okazji resztę. - uśmiechnęła się nieśmiało Hermiona. 
"Coś czuje, że Draco go nie polubi" pomyślał Zabini i od razu się rozchmurzył. 
-Przyjadę po ciebie jeszcze dzisiaj. Przy okazji spotkam się z mamą. - szybko rzekł Zabini. 
W swojej głowie już szykował plany na to, aby przystojny Justin sam opuścił jak najszybciej dom Pansy... Biedak nie wiedział, że nic z tego nie wyjdzie. 

***

-A widziałyście jego oczy? Czarne jak noc, błyszczące jak słońce, piękne jak gwiazdy... –Pansy, przesadzasz. - mruknął Blaise. 
-Oczy to nic, on był taki inteligentny. Na pewno przeczytał mnóstwo książek! 
-Hermiona wyobraziła sobie ogromną bibliotekę, w której czyta książki wraz z Justin'em. -Ja też przeczytałem dużo książek. - wtrącił się nieśmiało Draco. 
Dziewczyny od powrotu do domu rozmawiały tylko o przyszłym "bracie" Blaise'a co bardzo denerwowało chłopaków. 
-Chyba o quidditch’u! - zironizowała Pansy. 
-A on chyba tylko o motocyklach! - odpyskował Harry, który mimo, że nigdy nie widział Justina już chyba wszystko o nim wiedział. 
-Widziałyście ten motocykl przed kawiarnią? To na pewno jego! - ucieszyła się Ginny i już marzyła o przejażdżce... O rozwianych włosach... Nagle jej przemyślenia coś przerwało. Była to nieduża, brązowa sowa. Ron, rozpoznając ją od razu otworzył okno i zaczął czytać list, który miała uczepiony do nóżki. 

Cześć, Ron! 
Jak mijają Ci pierwsze dni ferii? Ja i Fleur chcielibyśmy dziś wieczorem gdzieś wyskoczyć. Nie byliśmy nigdzie razem od... Chyba od jakiegoś roku! Mamy niestety malutki problem. Jest u nas córka siostry ciotecznej Fleur. Czy byłbyś tak miły i mógłbyś się nią dzisiaj zająć? Proszę odpowiedz jak najszybciej. 
Twój ulubiony brat, Bill. 

-Powiedz, że się zaopiekujesz dzieckiem. - powiedziała Hermiona, która siedziała obok Rona i przeczytała już list. 
-Nie ma mowy! 
-Ron! Bill i Fleur chcą spędzić we dwoje trochę czasu! To jest jedyna okazja, bo normalnie obydwoje pracują! - pouczyła tonem znawcy szatynka. 
-Nie i koniec. Mogli nie brać tego dziecka do siebie. 
-Hermiona ma rację. Powinieneś pomóc bratu. - stwierdził Draco a wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę. Malfoy chce komuś pomóc? Świat oszalał. 
-Nie. 
-Ron, a tobie nadal chodzi o pogrzeb? - westchnął Harry z zrezygnowaniem. 
- Fleur była w ciężkim stanie w szpitalu. Bill nie mógł jej tak zostawić, to jego żona! 
-A Lupin i Tonks byli jak prawdziwa rodzina! Fleur to oczywiste, była wtedy chyba nieprzytomna, ale Bill? 
-Ron, myślałam, że już ci przeszło. To tak, jakbyśmy byli małżeństwem i ty byś był w stanie krytycznym a ja bym cię opuściła! - oburzyła się Miona. 
Draco poruszył się na fotelu i zacisnął pięści. Tyle o nią zabiega, stara się jak może a ona mówi o swoim małżeństwie i Weasley’a. Jest w ogóle sens w tym co robi? 
-Zrozumiałbym! W końcu poszłabyś na pogrzeb! 
Granger pokręciła głową z dezaprobatą. 
-Jeżeli ty nie zajmiesz się tym dzieckiem, to ja to zrobię! Każda para powinna mieć trochę czasu wyłącznie dla siebie. 
-A proszę bardzo, opiekuj się nim ile chcesz. Ale jak dla mnie, jesteś dla wszystkich zbyt dobroduszna. I może moja wrażliwość mieści się w łyżeczce od herbaty, ale takich rzeczy się nie przebacza. 
Harry próbował nie wybuchnąć śmiechem, wspominając moment gdy jego przyjaciółka wygarnęła Ron'owi. 
-Jesteś taki pamiętliwy! A żebyś wiedział, że zajmę się tą małą i słodką dziewczynką! A Draco mi pomoże! 
-C-co? Ale Granger, dlaczego ja? 
-Przecież to ty powiedziałeś, że Ron powinien pomoc bratu. 
-No właśnie Ron, a nie my. 
-Czyli mi nie pomożesz? - wbiła w niego swoje czekoladowa, zawiedzione oczy. 
-Dobrze, możemy się razem nią zająć, jeśli chcesz.


*Wiem, że zapewne tam nie obchodzą Wigilii, przecież oni nawet nie są chrześcijaninami jak podejżewam. No, ale Malfoyowie, czy Zabini, albo Parkinsonowie to takie arystokracztyczne rody więc chyba można zrobić wyjątek, a Hermiona pochodzi z mugolskiej rodziny i nie wiemy jaka tam była wiara. Także tutaj będzie tradycyjna wigilia ;)

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 20

Cześć i czołem. Witam Was wszytskich i przedstawiam rozdział 20. Jest on wyjątkowy, ponieważ dotarliśmy do mniej więcej połowy opowiadania :) Z tej okazji postanowiłam się rozpisać mimo iż zawsze to robię ;D
Mam dziś po części zły dzień, gdyż dzisiaj w Krakowie koncert Dawida Kawiatkowskiego, czyli do tej pory najbliżej mojego miejsca zamieszkania. Chciałam jechać z Anitką, niestety nie było jak :(
Pozdrawiam Wszytskich, którzy mieli dzisiaj okazję być na koncercie Kwiata ;))
Przy okazji przepraszam, że nie było tak długo tej dwudziestki...
Idę na konkurs, a do tego nowy rok szkolny i takie tam ;pp
Ten rozdział chciałabym zadedykować Ew dzięki której poznałam formę literacką, którą jest Drabble i nawet sama napisałam jedno :)
W drugiej kolejności chciałam zwrócić uwagę na autorki, które niedawno zaczęły pisać/publikować swoje wspaniałe historie!
Zaczarowało mnie w szczególności kilka blogów, mianowicie:
"Wciąż Cię kocham"
"Nice Suprise"
Dramione Lily Potter - wybacz, nie wiedziałam jaka jest nazwa.
Tak więc popisałam sobie troszkę ;D
No i oczywiście najważniejsze - rozdział betowała wspaniała Kropka, która zawsze bardzo szybko wywiązuje się z swojego obowiązku - takiej Bety ze świecą szukać :)
Miłego czytania!
Odiumortis.

*******

Rozdział 20 


Draco, siedząc w pociągu miał wrażenie, że pęknie mu głowa. Zawsze rano, po imprezie podkradali z schowka Snape'a eliksiry na kaca. Nie tym razem. Jakimś cudem ich tam nie było. Były dwa wyjaśnienia: albo Severus bardzo się nachlał i sam wypił wszystkie eliksiry, bądź chciał zrobić na złość uczniom i je po prostu wziął jeszcze podczas balu. Ale kto wie, jaka jest prawda? Przecież nikt się Nietoperza nie zapyta. Równałoby się to z szlabanem do końca roku i jeszcze dłużej... 
Hermionie za to nic nie dolegało. Wręcz przeciwnie... Głowę ułożyła na kolanach Ginny, zaraz po wejściu do pociągu i teraz smacznie spała. Sen miała piękny. Byli tam jej rodzice i ona. Siedzieli w jej rodzinnym domu i jedli kolację. Teraz dostrzegła też Ginny, która uśmiechała się delikatnie w jej stronę. Był też Blaise i rozbawiał swoimi żartami mamę Hermiony. Ron i Harry tłumaczyli jej tacie zasady Qudditch’a. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swojej. Odwróciła głowę ale nie mogła nic dostrzec, chociaż ta osoba siedziała obok. W jednej chwili wszystko zaczęło się zamazywać i po chwili usłyszała głos Ginny, tej prawdziwej. 
-Miona, ogarnij włosy chociaż, bo już wysiadamy. - rzekła spokojnie Ruda. 
Hermiona stwierdziła, że od niedawna jest jakaś inna. Nie uśmiecha się, przynajmniej tak szczerze. Jest nadwyraz spokojna i dużo więcej czasu niż kiedykolwiek poświęca na spacery, oglądanie gwiazd ciemną nocą, leżenie i rozmyślanie. Inni też to zauważyli. Pansy - najbardziej bezpośrednia i nadwyraz szczera osoba stwierdziła "Gin zachowuje się jakby miała kija wbitego w swoje cztery litery." To akurat było prawdą. Zachowywała się jakby nie chciała popełnić żadnej gafy. Mówiła sztywno i długo rozmyślała nad doborem słów. Ron natomiast oznajmił, że takim zachowaniem przypomina mu Percy'ego. 
-Okej. A czy twoi rodzice jeszcze są w domu czy już wyjechali? 
-Są. - odrzekła spokojnie. 
Nagle do ich przedziału wbiegli zdyszani chłopcy. 
-Pierwszy! - krzyknął Harry. 
-Chyba kpisz. Ja pierwszy przeszedłem przez drzwi! - zawołał Blaise. 
-Że co? Ja pierwszy się ich dotknąłem! - oburzył się Ron. 
-Nie, nie, nie. To ja pierwszy się dotknąłem drzwi! - dołączył Draco. 
-Było o wejście do przedziału, a nie kto pierwszy przy drzwiach! 
-Ja wyraźnie słyszałem, że wygrywa ten kto pierwszy przy drzwiach, Zabini. 
-Nie! trzeba było wejść! - zaczął kłócić się Harry. 
-Cisza! - warknęła Hermiona. Wszyscy na nią spojrzeli. - Nie jesteście dziećmi! A co jakbyście potrącili kogoś podczas biegu?! Tym pociągiem jadą też pierwszoroczni! Zachowujecie się jak idioci! 
-Oj Mionka, nie denerwuj się tak. - zaczął cicho Ron. 
-Złość piękności szkodzi. - zawtórował mu Blaise. 
-Miona, przecież nic się nie stało. 
-Idioci. - mruknęła w odpowiedzi. 
-Dobra, dobra. Koniec tego. Idziemy, bo Pansy już czeka razem z swoim ojcem. - rzekł Draco.
-Eee... A co ja mam powiedzieć? Jak się zachować? - zapytał lekko zdenerwowany Harry. To jego pierwsze spotkanie z biologicznym tatą, odkąd dowiedzieli się, że są spokrewnieni. 
-Zachowuj się naturalnie. Stell to fajny facet. - oznajmił Czarnoskóry, gdy wyszli już z pociągu. -Blaise, cieszę się, że masz o mnie takie dobre zdanie. Czym zasłużyłem? -usłyszeli rozbawiony, męski głos tuż za plecami. 
–Dzień dobry panie Parkinson. - powiedział pospiesznie Draco, po czym lekko zawstydzony Blaise, również się przywitał. 
-Tato, przedstawię ci wszystkich moich przyjaciół. To są Hermiona, Ginny i Ron. Harry'ego to pewnie znasz. - Pansy uśmiechała się szeroko. Miała bardzo dobre kontakty z tatą i w ogóle z całą rodziną. Z wyjątkiem jej rodzicielki, która gdzieś uciekła przed wojną. Zostawiła tylko kartkę z czterema słowami. "Przepraszam. Kocham Was. Pattie." Tyle. Kilka marnych słów. Ale Pansy uważała, że jej matka zrobiła tak z jakiegoś powodu. Gdy Stell Parkinson przywitał się już ze wszystkimi, podszedł do Harry'ego. 
-Mam nadzieję, że przyjdziesz wraz z Pansy dzisiaj na kolacje. Chciałbym porozmawiać. 
-Tak, dziękuje za zaproszenie. 
-Harry, czy możemy darować sobie ten oficjalny ton? Mimo wszystko jesteś moim synem. - mężczyzna uśmiechnął się szczerze, na co Harry trochę się rozluźnił. 

*** 

-No to jesteśmy. - Pansy rzuciła się na kanapę w salonie. Hermiona zaczęła ilustrować wzrokiem całe pomieszczenie. Przytulne, bogate, ciepłe. To trzy określenia, które pierwsze wpadły jej do głowy. 
-Chodź. Oprowadzę cię. - powiedział Draco i złapał ją za rękę, przez co przeszła ją fala ciepła. Weszli na górę i Draco zaczął otwierać każde z drzwi. -To jest sypialnia Pansy. Zawsze w niej śpi, więc tym razem pewnie też tak będzie. Ma tu w szafie część swoich ubrań. Z resztą ona wszędzie ma ubrania. W domu Astorii... Nawet w domu Diabła... Nawet u mnie w domu... Boże, ile ona musi mieć ubrań. 
Hermiona roześmiała się cicho na to stwierdzenie. Panna Parkinson miała faktycznie mnóstwo ubrań, kosmetyków i biżuterii. Weszli do kolejnego pomieszczenia. 
-To jest sypialnia w której zawsze nocuje Diabeł gdy tu jesteśmy. Tylko nie otwieraj nigdy żadnej z szafek. Blaise może tu trzymać różne akcesoria z sklepu Freda i Georga. Wiesz, jakieś wybuchowe rzeczy czy coś. - ostrzegł Draco, choć bardziej bał się, żeby nie natrafiła na jakieś pisemka dla mężczyzn... 
-Okej, zapamiętam. - dziewczyna uśmiechnęła się szczerze i otworzyła kolejne drzwi. 
-A to jest sypialnia zarezerwowana dla Rudej. Diabeł chciał mieć ją koło siebie. - Draco zamknął drzwi i otworzył kolejne. -Tutaj jest mój skromny pokoik. - rzekł blondyn. Pokój w rzeczywistości był bardzo duży i podobny do pokoju Blaise'a. Hermiona była zdziwiona, że w domu Pansy każdy z jej przyjaciół ma swój osobny kąt. Postanowiła o to zapytać. 
-Ten dom Pansy dostała chyba na siedemnaste albo szesnaste urodziny i my w czwórkę go razem urządzaliśmy, no to zrobiliśmy sobie pokoje. - uśmiechnął się delikatnie. 
-W czwórkę? 
-Ja, Blaise, Pansy i Astoria. Wbrew pozorom Greengrass nie jest taka zła. Oczywiście pod warunkiem, że w pobliżu nie ma jej siostry.
-Ehemm... Chyba nie przepadasz za Dafne, co? 
-Nie. Ona za mną też. 
-Dlaczego? - zapytała zaciekawiona Hermiona. 
-Wiesz, że będąc pijanym mówi się trochę za dużo? A więc ja byłem pijany, a brzydka Dafne miała bzika na punkcie swej urody... 

WSPOMNIENIE 

-Gdzie jest Astoria? - zapytał Draco, wchodząc niepewnym krokiem do dormitorium dziewcząt. 
-Tu jej nie ma. Ale jestem ja... - Dafne uśmiechnęła się zalotnie do blondyna. 
-N-no to gdzie jest? - Po Ślizgonie było widać, że spożył dużą ilość alkoholu. 
-Draco! Ty jesteś pijany! - oburzyła się panna Greengrass. Nienawidziła pijanych mężczyzn. 
-A ty jesteś brzydka. - oznajmił spokojnie. Dziewczyna popatrzyła na niego z pogardą. 
-Jesteś pijany, nie będę z tobą rozmawiać. 
-A ty jesteś brzydka i głupia. Tylko wiesz co? Jak ja jutro rano się obudzę, to będę już trzeźwy a ty nadal będziesz miała krzywą mordę . - uśmiechnął się do niej bezczelnie i wyszedł. 

KONIEC WSPOMNIENIA 

-No i od tego momentu nie lubi mnie. - chłopak oblizał usta i wzruszył ramionami. 
-Mimo, że powiedziałeś jej prawdę to zrobiłeś to w bardzo niekulturalny sposób. - pouczyła go. -Ktoś musiał ją uświadomić i padło na mnie. A to, że wtedy byłem pijany to już nie moja wina. 
-Ja też nie lubię, jak chłopak jest pod wpływem alkoholu. 
-Cóż, to był wyjątek. - Draco lekko się zmieszał. 
-Okej... A pokażesz mi mój pokój? 
-Oczywiście. - mrugnął do niej i otworzył kolejne drzwi, te znajdujące się dwa kroki od jego sypialni.

***

-AAAAAA! - wrzasnęła Pansy wchodząc do domu i rzucając torebką na dywan. Zaraz za nią wszedł Harry, który nieudolnie próbował powstrzymać uśmiech. Dziewczyna wzięła poduszkę i uderzyła nią szatyna. 
- Nienawidzę go! - krzyczała - Jesteś kompletnym idiotą, Potter! Po co ja się zgodziłam, żebyś szedł na jakąś kolacje?! Do cholery jasnej! Godzinna kolacja a moje życie już legło w gruzach!!! 
-Pansy siostrzyczko, ja też cię kocham. - odpowiedział roześmiany Harry. 
-Co się stało? - zapytał nieśmiało Ron. 
-On odbiera mi ojca, Megan mi odbiera ojca! On odbiera mi jeden dom, ta idiotka też mi odbiera jeden dom! Pieprzcie się wszyscy razem, do cholery! - wykrzyczała dziewczyna, po czym podeszła do szafki obok kominka i wyciągnęła paczkę papierosów. 
-Pan, nie pal. To nie zdrowe! - pouczyła ją Hermiona. 
-Jestem zdenerwowana. Muszę. - panna Parkinson zaciągnęła się mocno po to, by chwilę później wypuścić z ust idealne koło z dymu. 
-Potter, może ty wyjaśnisz co się stało? - zaproponował Draco. 
-A więc pojechaliśmy do rodzinnego domu Pansy, no albo pałacu. Nazwij to jak chcesz. No i tam Stell przedstawił nam Megan, jego nową kobietę. Ustaliliśmy też, że skoro jestem jego synem to należy mi się coś, dlatego oddał mi jeden z swoich domów, który miała chyba otrzymać Pansy. A ta Megan, to ona przez jakiś czas będzie pracowała gdzieś za granicą, dlatego zamieszka też w jednym z apartamentów Stella. Teraz Pan jest o to wściekła i... 
-Czy ty naprawdę myślisz, że tu chodzi tylko o te domy?! Okej w pewnym sensie ale to tylko dobra materialne! - dziewczyna miała już łzy w oczach. - Miałam sobie tatę i mamę. Miałam z nimi świetne kontakty. Nawet nie takie jak z rodzicami tylko przyjaciółmi i nagle z dnia na dzień moja matka gdzieś uciekła. - pierwsza łza spłynęła po jej policzku. - Został mi tata. Był dla mnie jeszcze bliższy, niż wcześniej. Poświęcał mi cały swój wolny czas. A potem dowiedział się, że ma syna i znalazł dziewczynę. Widzisz… to nie byłoby takie złe, też się cieszę, że mam brata albo, że on nareszcie ma kobietę ale do cholery jasnej ja już nie istnieje. Czy słyszałeś żeby przez cały wieczór choć raz zapytał co u mnie? Jakie mam oceny, albo co w szkole?! Czuje się, jak stara zabawka, która przestała być modna! Jakbym była na tej kolacji, bo tak wypada a nie dlatego, że on tego chciał! - Pansy zalała się łzami i wybiegła na górę do swojego pokoju. 
Harry zaklął siarczyście, po czym poszedł za siostrą. 
–Ojojoj, no to się porobiło... - westchnął Blaise. - Ale ja tam ją rozumiem. Też musze dzielić matkę z jej facetami ale za to rodzeństwa nie mam. 
-Gdy się urodziła Julia czułem się podobnie... No, ale ja miałem jeszcze dziadka, który twierdził, że drugie dziecko wcale nie jest potrzebne i, że to ja jestem ważniejszy niż Julka. No to jak byłem zazdrosny, to jechałem do niego a on mnie pocieszał i mówił, że kobiety są mało ważne. To się już dobrze czułem. Ale potem mi przeszło. - Draco uśmiechnął się szczerze. 
-No wiesz Malfoy?! Kobiety są mało ważne? Jak ci mógł dziadek takich rzeczy naopowiadać?! - żachnęła się Gin. 
-Oj Ruda... Ja wtedy miałem może z osiem lat i byłem strasznie rozpieszczony. Ty nie masz młodszego rodzeństwa. 
-Ale mam sześciu starszych braci. 
-No właśnie... Jak się urodziłaś, to byłaś oczkiem w głowie rodziców. - stwierdził Ron. 
-A my z Hermioną nigdy nie mieliśmy problemu z rodzeństwem. - zaśmiał się Blaise i przybił piątkę szatynce. 
-To pewnie nudy w dzieciństwie? - zapytał młody Weasley. 
-Wręcz przeciwnie... - zaczął Zabini. 
-Rodzice zabiegali jeszcze bardziej o nasze względy i ciągle z nami siedzieli żeby nie było nam nudno. - dokończyła Hermiona. 
I tak potoczyła się długa rozmowa o tym, czy lepiej mieć rodzeństwo, czy być jedynakiem...

piątek, 20 września 2013

Spamownik

Przedstawiam spamownik, który znajduje się na prawym pasku bocznym! 
Dodawajcie tu: nominacje, linki do waszych blogów, ostatnie rozdziały. 
Jeśli ktoś chce to można też linki do vlogów i fan page na facebook'u. Chciaż tego ostatniego i tak pewnie nie polubie :)
Od teraz nie będę już zwracać uwagi na nominacje i inne pod rozdziałami. 
Odiumortis.

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 19

Pojawiać się trochę wcześniej niż zwykle, bo chce Wam dodać siły na nowy rok szkolny! Życzę Wam samych wspaniałych ocen, dużo wycieczek i imprez :D
Pojawiają się dwa brzydkie słowa... Brr... xD
Nie śmiać się z mojej poezji, która tam wystąpi :)
Rozdział betowała Kropka!
A więc jeszcze raz wspaniałego roku szkolnego!
Miłego czytania,
Odiumortis.

****************


Rozdział 19 

Wchodząc do malowniczo wystrojonej Wielkiej Sali, w obłędnej sukience z chłopakiem, którego niewątpliwie chciałaby mieć większość kobiet w Hogwarcie, czuła się jak prawdziwa księżniczka. Zatrzymał się na chwilę, tuż po przekroczeniu progu i popatrzył w jej rozmarzone, czekoladowe oczy. Uniosła głowę do góry i zetknęła się z nim wzrokiem. Jego tęczówki były koloru szaroniebieskiego. Dokładnie takie same jak jej dzisiejsza kreacja. 
-Na co masz ochotę? - zapytał po chwili, zdając sobie sprawę, że zatracił się w parze brązowych oczu. 
-Na pocałunek. - odrzekła zbyt wiele nie myśląc. Popatrzył na nią lekko zdziwiony i wtedy zdała sobie sprawę, że powiedziała to na głos. 
- Na pocałunek nocy... - szybko skłamała, podając nazwę jednego z bardziej popularnych drinków. 
-Niestety alkohol wprowadzają dopiero po opuszczeniu sali przez nauczycielów. - mruknął szczerze rozbawiony. Nie sądził, aby miała na myśli drinka. Zaróżowione policzki wszystko zdradzały. 
-Witam moją ulubioną parę. Miona, wyglądasz bajecznie. - przywitał się Blaise, po czym zaraz podeszli do nich Pansy z Teodorem, Ron z jakąś rok młodszą Krukonką, której imienia całe towarzystwo raczej nie znało i Harry ku zaskoczeniu wszystkich z Astorią. 
-A czy Ginny prz... - Potter nie zdążył dokończyć, ponieważ jego szczęka opadła z łoskotem na ziemię i rozbiła się tam na miliony małych kawałeczków. 
Ginewra stała w przejściu z wymodelowanymi włosami wyglądającymi bardzo naturalnie, lekkiej, łososiowej sukience z grubymi, koronkowymi ramiączkami, ciągnącej się aż do ziemi i w jasnobrązowych, zamszowych, wysokich szpilkach na grubszym obcasie. W Wielkiej Sali zrobiło się cicho, a wszystkie pary oczu były skierowane na ową pannę. Zrobiła jeszcze większą furorę, niż Hermiona w czwartej klasie. Nagle do pięknej dziewczyny ku zdumieniu uczniów podszedł Terry Boot i podał jej rękę, którą ta z chęcią przyjęła. I wszystko wróciło do normy. W pomieszczeniu znów rozległy się szmery rozmów a muzyka na nowo zaczęła grać. Gin razem z partnerem podeszła do grupki przyjaciół i przywitała się, co również uczynił Terry. -Ginny... 
-Tak, Zabini? - odrzekła neutralnym tonem. Nie było w tym nutki kpiny, złości, rozbawienia, koleżeństwa... Nic. 
-Ja chyba musze zamienić z tobą kilka słów. Odeszli na kilka kroków po czym chłopak zaczął. -Przepraszam za te słowa. Dla mnie jesteś wyjątkowa. - popatrzył jej w oczy. 
-Ja też przepraszam. Zrobiłam wielką aferę, a w gruncie rzeczy nie powiedziałeś nic aż tak złego. - odpowiedziała, ale nie uśmiechnęła się. Niby przebaczyła a nawet przeprosiła, jednak to nie było to na co czekał. Jej oczy nie stały się weselsze, ani nawet milsze. Głos nie był przyjazny, tylko zwyczajny. Nie wyrażał żadnych uczuć. Skojarzyło mu się to z Draconem za czasów kiedy służył Voldemortowi. Żadnych uczuć, kompletne zero. Posłał jej niepewny, ale szczery uśmiech. Kąciki jej ust podniosły się do góry, jednak miał wrażenie, że to wymuszona mina. To nie był jej piękny, naturalny uśmiech. 
*** 
-...Na tym myślę, że mogę zakończyć moją przemowę. Teraz zostanie wykonany taniec wstępny, po czym nauczyciele udadzą się do swoich komnat, a wy moi drodzy uczniowie, będziecie mogli balować do białego rana! - Dumbledore uśmiechnął się radośnie i jednym ruchem różdżki włączył odpowiednią muzykę. Sześć par uczniów weszło na scenę i zaczęło tańczyć. Wyrażali uczucia przez ruch swoich ciał. Poruszali się lekko, delikatnie, ale też pewnie. Wszyscy równo, w takim samym tempie. W pewnym momencie muzyka stała się wolna, po czym zaczęła grać coraz głośniej i szybciej. Chłopcy stanęli po jednej stronie, a dziewczyny po drugiej. Teraz muzyka przypominała energiczne bicie serca. Draco i Hermiona stanęli pomiędzy parami, na przeciwko siebie. Obydwoje zrobili dwa kroki w tył. W Wielkiej Sali wybuchły fajerwerki, a Hermiona pobiegła w stronę partnera. Draco chwycił ją na ręce i wzniósł ku górze. Nastała kilkusekundowa cisza, po to by za chwilę wybuchły gromkie brawa. Wszyscy uczestnicy tańca ukłonili się z uśmiechem, a na parkiet weszli teraz już wszyscy uczniowie. 
-Udało się. - ucieszyła się dziewczyna. 
-Miałaś świetnego partnera, jak mogłoby się nie udać? - uśmiechnął się szelmowsko, a ona odpowiedziała mu tym samym.
*** 

Gdy nastała północ muzyka nagle została wyłączona, a na scenę wszedł Blaise, który był już lekko wystawiony.
-Słuchajcie misiaczki. Wiem, że świetnie się bawicie, ale teraz ja chciałbym coś Wam zaśpiewać! 
Przez długi czas wszyscy klasakali, aż w końcu Diabeł zbliżył usta do mikrofonu i zaczął pokaz.
(Nućcie to sobie pod melodie refrenu piosenki "Tyle słońca w całym mieście" ta piosenka ma chyba inny tytuł, ale to tylko szczegół xD - dop. autorki)

Tyle słońca w całym mieście
Nie widziałeś tego jeszcze
Draco ooo Draco

Hogwarckimi błoooniami
Niosą szczęście zaaakochani
Miona ooo Miona

Quiddich porywa ich spojrzenia
Ron na miotle zapierdziela
Ronuś ooo Ronuś

Ginny moja piękna ruda
Może mi się ją poderwać uda
Miona ooo Miona

Pewien Ślizgon skradł Heeeermi serce
Takiej rewelacji nieeee widziałeś jeszcze 
Potter ooo Potter

Potter ma rodzeństwo nowe
Aż mu odebrało mowe
Pansy ooo Pansy 

Ginny ma naburmuszona
Mą piosenką niewzruszona
Ginny ooo Ginny

Wtem na scenę weszła Gin i wzięła drugi mikrofon.

Nasz Diabełek ma humorek
Wypił Whisky caaały worek
Zabini ooo Zabini

Dziewczyna aż sama się zdziwiła, że wymyśliła taki rym, chociaż po dłuższym zastanowieniu stwierdziła, że to skutki alkoholu.
Jednak zanim Blaise zdążył jej coś odpowiedzieć, przerwał mu Draco, który również postanowił się pobawić w rymowanki.

Oj wy moi kooochani
Jesteście nieźle poooojebani
Zabini ooo Ginny

I w tym samym momencie do Wielkiej Sali wszedł Severus. Już miał krzyknąć, i spytać co się tu dzieje, ale jemu również udzielił się nastrój swoich podopiecznych.

Draco skończ swoje przemowy
Po świętach zaczynasz szlaaban nowy
Szlaban ooo szlaban

Blondyn jednak nie dał się zbić z tropu i szybko odpowiedział.

Niech się pan nie denerwuje
I szlaban mi daaaruje
Severusku móóój Nerwusku

Snape jednak nie dał się i wykorzystał słaby punkt Malfoya.

Chcesz by ojciec się dowiedział
Kto mu nowego mercedesa zajebał
Lucjusz ooo Lucjusz 

I wtedy postanowił się dołączyć jeszcze Harry. Jego kontakty z Mistrzem eliksirów nie polepszyły się ani o trochę, dlatego to było ryzykowne zagranie.

Profesorze bez urazy
Nie pasują panu taaaakie wyrazy
Wyrazy ooo wyrazy

Snape faktycznie się zmieszał, ale nie dał tego po sobie poznać. W odpowiedzi podszedł do ogromnego stołu i zabrał dwie butelki Ognistej, po czym wyszedł nie odwracając sie. Wszyscy uczniowie wybuchli gromkim śmiechem i wrócili do zabawy.